Zachęcam do komentowania.! :-D
Hermiona wraz z Ginny po całym incydencie z Harrym i Francuską
nie mogły powstrzymywać śmiechu, gdy tylko na widoku pojawiał się Wybraniec.
Niestety Harry przez ten cały czas chodził naburmuszony na cały świat, jakby to
była ich wina, a nie jego oczywiście. Następnego ranka gryfonki chciały wybrać
się we dwójkę na Pokątną po szaty szkolne dla Miony, bo jej ubranie sięgało już
zaledwie do połowy łydek. Tego dnia starsza dziewczyna wstała nad ranem i gdy
schodziła jeszcze zaspana po wysokich i krętych schodach, za rogiem do kuchni
ujrzała kłócących się jej najlepszych przyjaciół.
- Ty tępy idioto! Ta cała akcja była właśnie przez CIEBIE! –Krzyczał zdenerwowany Wybraniec.- Gdybyś nie zaczął drążyć tego tematu nie dostałbym przy wszystkich ciastem w twarz.!
- Ty tępy idioto! Ta cała akcja była właśnie przez CIEBIE! –Krzyczał zdenerwowany Wybraniec.- Gdybyś nie zaczął drążyć tego tematu nie dostałbym przy wszystkich ciastem w twarz.!
-Przecież to właśnie TY powiedziałeś, że Gabrielle ci się
nie podoba.! Więc nie zwalaj wszystkiego na mnie!! – Ron zaczął rzucać
wszystkim na lewo i prawo. Pierwszy ucierpiał ulubiony kubek Remusa.
-TY NICZEGO KRETYNIE NIE ROZUMIESZ.! – Harry dostawał już nie raz totalnej furii, lecz ta przezwyciężyła wszystkie dotychczasowe. Wybraniec był tak wściekły, że jego twarz zaczęła przypominać wyglądem drugi stopień wściekłości profesora Snape’a.- GDYBYŚ NIE ZACZĄŁ TEGO TEMATU NIEBYŁOBY TEGO WSZYSTKIEGO! A JA TERAZ NIE MARNOWAŁBYM SWOJEGO GARDŁA I CZASU NA CIEBIE TY… TY,.. TY GUMOCHŁONIE JEDEN! – Ron miał chyba zaraz stracić całkowicie kontrolę i rzucić się na chłopaka lecz w tym momencie Hermionie wróciły zmysły.
-TY NICZEGO KRETYNIE NIE ROZUMIESZ.! – Harry dostawał już nie raz totalnej furii, lecz ta przezwyciężyła wszystkie dotychczasowe. Wybraniec był tak wściekły, że jego twarz zaczęła przypominać wyglądem drugi stopień wściekłości profesora Snape’a.- GDYBYŚ NIE ZACZĄŁ TEGO TEMATU NIEBYŁOBY TEGO WSZYSTKIEGO! A JA TERAZ NIE MARNOWAŁBYM SWOJEGO GARDŁA I CZASU NA CIEBIE TY… TY,.. TY GUMOCHŁONIE JEDEN! – Ron miał chyba zaraz stracić całkowicie kontrolę i rzucić się na chłopaka lecz w tym momencie Hermionie wróciły zmysły.
- Protego! – krzyknęła
dziewczyna i od razu chciała podbiec do chłopaków, których odrzuciło na dwie
przeciwległe ściany, lecz nie wiedziała do którego ma pobiec pierwszego.
Wreszcie po krótkim zmaganiu z rozsądkiem podbiegła do jednego z nich.
-Ron nic ci się nie stało.? Wszystko w porządku.? – spytała
rozkojarzona gryfonka, ponieważ jednocześnie przyglądała się Harry’emu czy aby
na pewno nie ma w zamiarze nic złego i głupiego do zrobienia. W momencie, gdy
Chłopak chciał jej odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie do kuchni weszła
najmniej chciana w tym momencie osoba.
-Na Merlina! Co tu się stało.?! – spytała wcześniej zaspana,
lecz gdy zobaczyła ten obraz przed oczami całkowicie obudzona Pani Weasley,
jakby ktoś w pewnym momencie zrzucił jej na głowę wiadro pełne lodowatej wody. Molly
miała rację. Kuchnia, wcześniej czysta, zadbana, wszystkie rzeczy ładnie
poukładane w szafkach. Teraz, większość drzwiczek powyrywane z zawiasów, reszta
leżała „poturbowana” na ziemi, kilka kubków uszły tylko z lekkim uszczerbkiem
na funkcjonalności, lecz większa ilość z nich została doszczętnie potłuczona, a
kawałki porozrzucane po całej kuchni w każdym, nawet niewidocznym kącie.
Malutkie okno, które wcześniej było perfekcyjnie zakryte przez niebieskawo-
turkusową zasłonkę, miało wybitą większą część szyby. Pomieszczenie nie
przypominało w żadnym stopniu wcześniejszej przytulnej kuchni. Pani Weasley
straciła cierpliwość czekając tak długo na odpowiedź.
-Ronaldzie Biliusie Weasley! Masz mi w tej chwili wyjaśnić
co się tutaj stało! – krzyknęła z powagą w głosie.
-Jaa..
no, wiesz.. mamo, po prostuu…- Ron chciał powiedzieć pani Weasley, że pokłócili się z Harrym o bezsensowną sprawę i troszeczkę ich poniosło.- wytłumaczyła spokojnym i opanowanym głosem za chłopaka Hermiona. Gryfon spojrzał na nią wzrokiem „dziękuję”. Niestety taka odpowiedź nie wystarczyła, aby uspokoić Molly.
- Kochaniutka nie tłumacz się za nich to nie twoja wina. A teraz Ron, chcę wiedzieć, co DOKŁADNIE się tutaj wydarzyło. – powiedziała stanowczym głosem pani Weasley. Roz ze strachem wymalowanym na twarzy opowiedział matce całą sytuację Nie omijając żadnego epitetu.
- JESZCZE RAZ BO SIĘ CHYBA PRZESŁYSZAŁAM RONALDZIE! CZY WY, POKŁÓCILIŚCIE SIĘ I ROZNIEŚLIŚCIE MI W DROBNY MAK CAŁĄ KUCHNIĘ Z POWODU WCZORAJSZEGO INCYDENTU!? - Molly powiedziała to z taką wściekłością, że chyba nawet Snape by się tego nie powstydził.
-T-ta-ak. – powiedział zszokowany jeszcze chłopak po usłyszeniu tonu u swojej matki, którego nawet Fred i George po najgorszych wybrykach nie musieli znosić.
- Niech mnie Godryk trzyma! – powiedziała Molly i usiadła na ledwie stojącym już krześle. – A tak w ogóle to gdzie jest Harry.?! – Dopiero teraz Hermiona i Ron zauważyli nieobecność Wybrańca. Nawet nie wiedzieli w jakim momencie chłopakowi udało się wymsknąć niezauważonym przez matkę rudzielców.
:)
OdpowiedzUsuń