GRY
zachęcam do KOMENTOWANIA, zapisywania się do grup i domów w HOGWARCIE! "Ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele." (Filch)~ "Nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, jest tylko władza i potęga. I mnóstwo ludzi zbyt słabych, by osiągnąć władzę i potęgę." (Quirrell)~ "To nasze wybory ukazują kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności." (Dumbledore) ~"Ból jest częścią człowieczeństwa." (Dumbledore)~ "Obojętność i lekceważenie często wyrządzają więcej krzywd, niż jawna niechęć." (Dumbledore)~ "Czarna magia to mnogość najróżniejszych środków agresji, zmiennych jak kameleon i odwiecznych jak zło i dobro. Walka z nimi przypomina walkę z wielogłowym potworem: utniesz mu jedną głowę, a natychmiast wyrośnie inna, jeszcze groźniejsza i sprytniejsza. To, z czym przychodzi nam walczyć, nigdy nie jest ustalone raz na zawsze, wciąż podlega zmianom, jest niezniszczalne." (Snape) ~ "Wielkość wzbudza zawiść, zawiść rodzi złość, złość sprzyja kłamstwom." (Voldemort)

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział czternasty.

proszę was o jedno, KOMENTUJCIE, bo nie wiem czy wam się podoba,czy nie!




- Hermioona! Co się stało?!  Możesz mnie wreszcie na Merlina wpuścić?! – krzyczała płomiennowłosa dziewczyna, której gryfonka zamknęła z rozmachem drzwi przed nosem. Co się takiego stało, że Miona tak zareagowała na Harry’ ego ? Z bliźniakami wcale nie rozmawiała, choć chociaż w tej sprawie, coś wiedziała. Akurat z chłopakami miała rację, gdyby na nią rzucili zaklęcie, to dawno już rzuciła by w nich upiorogackiem i to nie jednym. Oni muszą dostawać za swoje, a w ustach Hermiony milczenie jest największą karą dla… chyba jak na razie nikt się temu nie oparł, od razu przepraszali i różne takie bzdety, choć…. Ona jeszcze tego nie robiła, bo nie musiała, ale jak to możliwe? Za żadne skarby nie wiedziała.
- po co ty mi tu będziesz wchodzić?! Na Merlina!!! Nie potrzebuję żadnej pomocy do cholery!! – usłyszała zza drzwi dziewczyna, lecz chwilę potem otworzyły jej się przed nosem drzwi, a w drzwiach….
-Matkoo!? Jak ty wyglądasz??! 
- A jak mam wyglądać ?! – krzyknęła gryfonka. Weszła powrotem do pokoju. – tylko nie zapomnij zamknąć drzwi ! jeszcze mi to brakowało zatroskanej pani Weasley. – Ginny miała rację, dziewczyna, które teraz siedziała na kanapie, nie wyglądała, tak jak 5 minut wcześniej. Hermiona wyglądała dosłownie jak trup, choć….. nie, przecież jak jest pogrzeb, to one wyglądają całkiem uroczo, a dziewczynie daleeko było do „normy”. Jej niegdyś orzechowe i lśniące włosy, były teraz podobne do tego, co się działo z włosami Bellartix. Były one potargane, szare, nijakie i bez koloru, choć tylko oczy dziewczyny pokazywały tak naprawdę, co się z nią stało. Były opłakane, to było odpowiednie słowo. Dziewczyna nie miała w oczach nic, oprócz nienawiści, i chęci zemsty, choć… miała w oczach coś więcej. W jej oczach było widać uczucie jakiego Ginny jeszcze nie widziała, było to zauroczenie ! ale jak to.. ? przecież ona chodzi z tym, tym, tym… ach, przepraszać za słownictwo nie będzie, bo takiego narcyza, chamskiego, myślącego tylko o sobie, aroganckiego i bawiącego się bezbronnymi dziewczynami faceta jeszcze nie poznała ! no ale wracając do pierwszej myśli, Hermiona jak na niego patrzyła, myślała o nim, nigdy Ginny niewidziana w jej oczach.. tego, no.. uczucia. Wiedziała, że Miona wcale nie kochała Cormaca, ona go znosiła, tak jak jej brata, to było to samo uczucie. Więc co się z nią stało? Może zaczął jej się podobać ten dupek? Nie…. Chyba.
- po co chciałaś tu wejść? Żeby patrzeć na mnie jak na jakiegoś wyrzutka? – spytała starsza gryfonka siadając na kanapie Rudej.
***

- Stary, nie marudź, to jest dla twojego dobra zorganizowane, a ty jeszcze marudzisz! – próbował przekonać Rona bliźniak.
- Fred do cholery jasnej! Ja NIE POTRZEBUJĘ dziewczyny! – krzyczał na cały głos chłopak.
- mówiłem ci już, zacznij drzeć się na mnie ciszej, bo zaklęcie zaraz padnie. – powiedział ze spokojem gryfon.  – po pierwsze, POTRZEBNA jest ci dziewczyna, bo wreszcie zdziczejesz, a Hermiona już cię nie chce. Po drugie – nie możesz stać się taki jak Percy!
- no dobra, dobra, ale skąd wiesz, że Miona mnie nie chce? – zapytał chłopak z ciekawością, przecież nie mogło jej tak szybko przejść!
- no nie wiem, niech pomyślę…. Już mam! Bo CHODZI z Cormac’ kiem ? czy… to ci jeszcze nie wystarcza?
- poczekaj, poczekaj, możesz powtórzyć to co powiedziałeś, bo chyba źle cię zrozumiałem. – powiedział nieco zdenerwowanym głosem Ron.
- oczywiście mój kochany i z niczego nie zdający sobie sprawy braciszku.  – powiedział przesłodzonym głosem Fred. – Hermiona chodzi z Cormac’ kiem. – Ron’ owi natychmiast podskoczyło tętno.

wtorek, 18 marca 2014

Odskok od tematu - czyli miniaturka SS / HG

wstawiam wam miniaturkę SS/HG , którą mam zamiar wysłać na konkurs na fb. napiszcie w komentarzach swoje wrażenia na jej temat. :)





Właśnie miał się zacząć nowy i ostatni dla gryfonki rok w Hogwarcie.  Skończyła pakować swoje rzeczy, złapała za szczotkę do włosów i stanęła przed lustrem. Nie mogła uwierzyć, że przez tyle lat nie zauważyła, że wcale nie jest taka brzydka, jak Ron uważał. Miała teraz długie, kręcone orzechowe włosy, ale nie tak jak w wcześniejszych latach, które wyglądały jak orle gniazdo, tylko delikatne, silne i ułożone fale, opadające na zgrabny obojczyk i ramiona. Zaczęła przyglądać się swoim czekoladowym oczom, które hipnotyzująco i łapczywie spoglądały na pełne i barwne usta, które jak na zawołanie wydęły się w delikatny i subtelnie pociągający uśmiech.  Jej cera była doskonała, a na policzkach, gdy za oknem tego dnia było piękne słońce, dziewczyna mogła założyć się, za kilka chwil pojawią się ledwo dostrzegalne piegi. Związała gęste włosy w lekkiego koczka, ubrała zwiewną sukienkę i zeszła na dół do kuchni.
- Hermioo.. – Harry’ ego zamurowało. Dziewczyna wyglądała olśniewająco.
- Tak ? Harry ? o co chodzi ?- wypytywała podekscytowana swoim wyglądem gryfonka, przecież wiedział co się stało, ale chłopak na pewno nie wyczuł iluzji.
- wyglądasz fenomenalnie Mionka! Na Merlina, teraz chyba każdy facet w szkole będzie podążał za tobą wzrokiem ! ale… pamiętasz, że miałaś mi pomagać w eliksirach..? – zapytał zażenowany Harry. Dziewczyna wybuchła niekontrolowanym śmiechem, lecz nadal wyglądała oszołamiająco.
- wiesz co Harry, wyglądasz zabójczo, gdy robisz z siebie niewinne zwierzątko, które potrzebuje pomocy. – na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech, a na policzki chłopaka zaczynały wpełzać rumieńce. – no jasne, że ci pomogę ! ale teraz szybko bierzmy się za śniadanie, bo wszyscy będą na nas czekać, a co najgorsze ucieknie nam pociąg. – powiedziała i odwróciła się z wdziękiem.
***
Dlaczego akurat dzisiaj ten śmierdzący, zawładnięty światem i zapatrzony w siebie dupek musiał go wezwać ??!! te wstrętne dzieciaki będą się tutaj zjeżdżać, i jeszcze takim Weasley ‘om wpadnie pomysł, że skoro nie ma go na uczcie to mogą się do niego włamać. Ale jednak gdy Czarny Pan ot tak sobie robi zebrania, takie, gdy Bella ,może dać upust swojego szaleństwa na mugolach, Lucjusz i Rodulfus mogę popić ognistej whiskey to ból w przedramieniu jest słabszy, choć to słowo nie jest pasujące do tego bólu.  Jeszcze rozmyślając, zdenerwowany Severus założył swoją szatę śmierciożercy, lecz maskę zostawił jeszcze na szafce, nie chciał, żeby Minevra zauważyła to, że idzie na ważne spotkanie sprzymierzonych, bo zawsze szedł na takie z maską już założoną. Wziął różdżkę, maskę i na wszelki wypadek lek na efekty cruciatusa i wyszedł ze swoich komnat. Już prawie by zapomniał o zabezpieczeniu ich, lecz zobaczył pannę Norris i wrócił się, by rzucić właściwe zaklęcia.
***
Stali właśnie pod peronem 9 i ¾, by za chwilę wejść do stojącego pociągu. Jak ona dawno nie była taka podekscytowana. Poprawka : co roku, gdy wraca do Hogwartu jest taka podekscytowana.
- Miona ! jak ty świetnie wyglądasz. – złapał ją w objęcia Neville. Obok chłopaka przed sekundą zobaczyła rozpromienioną Lunę w żółto złotawej sukience. Gdy chłopak wyściskał gryfonkę, krzyknął coś o czekającej na nich jego babci, i zanim dziewczyna zdążyła mu podziękować, odszedł razem z Luną.
***
Snape stał przed Malfoy Manor, a może lepiej, żeby obchodzić się z nową nazwą – Riddle Manor.  Nałożył na siebie maskę bezinteresowności niczym i nikim i wszedł przed bramę.
- Witam cię Severusie. – został chłodno przywitany przez Czarnego Pana. – rozgość się.
Severusa zdziwiło brak dodatkowych krzeseł, tylko dwa – dla niego i dla siebie. Usiadł ostrożnie zachowując perfekcyjnie swoją maskę. Czekał aż to on zacznie mówić.
- zapewne nie wiesz, dlaczego cię tutaj sprowadzam, choć mógłbym rzec, iż jest to sprawa, z którą zwlekałem jak najdłużej. – o co mu konkretnie chodziło ? – chodzi o moją córkę. – o kogo do cholery ??!! – wiem, że mogło cię to zdziwić, ale tak, mam córkę. Będzie ona w tym roku kończyła swoją naukę w Hogwarcie, - powiedział nazwę z wielkim trudem i pogardą w głosie – i chcę, abyś się nią zaopiekował. – Severusa zamurowało, lecz nie dał tego po sobie poznać.
- Jeśli mogę spytać Panie,…
- oczywiście, pytaj o co tylko chcesz. – powiedział ze spokojem w głosie.
- kim jest jej matka ? –Snape z ostrożnością dobierał słowa.
- Mugolką. Była… bardzo słaba. Gdy  była w ciąży, próbowałem o nią dbać, lecz bała się mnie. Gdy już urodziła, i dostałem moją córkę na ręce, wiedziałem, że nie mogę jej oddać tej kobiecie. To była moja pierworodna córka, potężne dziecko, które w przyszłości zajmie moje miejsce. Po kilku godzinach kobieta zmarła, a ja musiałem ją oddać, nie mogła wiedzieć, że jej ojcem jestem ja. oddałem ją do rodziny zastępczej, jeśli można to tak nazwać. Wyczyściłem im pamięć, aby myśleli, że to ona jest ich prawdziwą córką. Lecz teraz, gdy już dorosła, wiem, że mogę jej już to powiedzieć. Ona jest bardzo potężną czarownicą i masz jej chronić.
- Panie, czy ona jest w moim domu ? – śmiał się zapytać mężczyzna.
- Nie, jest gryfonką – wypluł to słowo. – pewnie dlatego, że wychowywali ją ci Mugole, ale nie tylko na ochronie będzie mi zależało z twojej strony. Masz być jej mężem, kochankiem, spłodzić mi syna, który posiądzie moją całą władze. ..– Severusa zamurowało. Jak on mógłby to zrobić ?! ona jest jeszcze taka młoda.. no właśnie, kim ona jest ? – co się stało Severusie, że nagle przestałeś mnie słuchać ? – zaśmiał się złowieszczo.
- Panie, powiedz mi wreszcie, kim ona jest ? – powiedział ostrożnie Snape.
- Severusie, oj mój poddany Severusie, nie bój się. Zajmowałeś się nią od dawna, tylko teraz, masz się do niej zbliżyć. Moja pierworodna córka to Hermiona Jean Granger, ale od dzisiaj – Riddle.
***
Tiara przydziału dobiegała końca.  Do domu Hermiony doszło kilkoro gryfonów, lecz największą sławą w tym roku cieszył się dom Węża. Właśnie profesor MacGonnagall wywoływała następne nazwisko.
- Julia, Zabini. – ciemno skóra brunetka podeszła do stołka i założyła tiarę na głowę. Po chwili po Sali rozszedł się krzyk.
- SLYTHERIN !! – dziewczynka podbiegła do stołu ślizgonów i została uściskana przez Pansy, Millicentę  i kilkoro innych dziewczyn.
Uczta dobiegła końca i wszyscy rozeszli się do pokoi wspólnych, lecz gryfonka była prefekt naczelną, i musiała zaprowadzić tych nowicjuszy.
***
Severus właśnie przygotowywał się do pierwszych zajęć z eliksirów, które jak na złość miał z gryfonami i ślizgonami z siódmego roku. Jednak, gdy podgrzewał kociołek na gazie, ktoś wszedł bez pardonu do jego gabinetu. 
- witaj Snape.
- witaj Draconie, jak miło cię Czasem zobaczył bez ojca, co się takiego stało, że do mnie przychodzisz ? – zapytał z sarkazmem i nadzwyczaj spokojnie Snape.
- słyszałem, że masz podopieczną i chciałem się dowiedzieć kim ona jest. – mężczyzna zastanawiał się jak mu to przekazać, że jego kuzynką staje się Granger. Podjął już decyzję – zrobi to szybko, tak, że nawet nie zda sobie z tego sprawy, choć będzie mówił powoli.
- nic nadzwyczajnego, tylko Panna- wiem- to-wszystko. Chyba już wiem skąd ma ten charakter, jak widać, wszystko jest dziedziczne. – powiedział przeciągając każdą głoskę.
- GRANGER ?! MASZ SIĘ ZAJMOWAĆ GRANGER ?! – wykrzyczał mu prosto w twarz ślizgon.
- wiesz Draconie, jeśli chodziłoby tutaj tylko o zajmowanie, nie było by tak źle, tylko, że ja mam mieć z na dzieci, ożenić się z nią i kochać ją do końca życia. – powiedział tym monotonnym głosem, którego używał na spotkaniach śmierciożerców.
- Salazarze…. – chłopak musiał aż usiąść. – ona wie ?
- nie, ale zaraz się dowie. – powiedział Severus, gdy do Sali zaczęli schodzić się uczniowie.
***
- Granger, Malfoy zostać. – powiedział najbardziej syczącym i wrednym głosem na jaki go było stać w tej sytuacji. Nie wiedział jak zacząć, chyba wolał powiedzieć jej to jak najszybciej i mieć to już z głowy.
- Granger…
- tak profesorze Snape? – przerwała mu.
- nie przerywaj mi jak mówię. – powiedział, a ona przytaknęła. –sprawa jest dość… delikatna.  Na jaw wyszła sprawa, o której nawet ja nie wiedziałem. Chodzi o to, że jesteś Granger córką Toma Riddle’a.  – nastała cisza, lecz po chwili mężczyzna kontynuował.  – nawet jeśli tego chcesz czy nie, to się nie odstanie, a teraz musimy iść do dyrektora, abyś znowu założyła tiarę przydziału na głowę. Od dzisiaj nazywasz się Hermiona Jean Riddle, twoje wcześniejsze nazwisko nie ma dla ciebie przeszłości, rozumiesz ? – nawet się do niego nie przywiązuj, bo niedługo będziesz się nazywać Snape dopowiedział sobie w myślach Severus.  Dziewczyna zachowała się nadzwyczaj spokojnie.
- A więc przez całe życie, moje podejrzenia, przemyślania, są prawdziwe ? Jak to możliwe ?! – w tym czasie Severus razem z młodym Malfoy’ em opowiedzieli jej całą historię wzdłuż i w szerz, oprócz ślubu i wspólnych dzieci ze Snape’ em.  Dziewczyna zastanowiła się chwilę nad swoim życiem po tej sprawie i nagle…
- no to idziemy. – i wstała z fotela. – nie idziecie do Dumbledore ‘a ? – powiedziała łapiąc już za klamkę od drzwi.  Młodszy chłopak zdziwił się, że dziewczyna w tak szybkim tempie oswoiła się z tą wiadomością.  Starszy mężczyzna nie wiedział jak zareaguje na ślub z nim, więc wstał i poszedł do dziewczyny stojącej przy drzwiach.
- Hermiono, nie powiedzieliśmy ci jeszcze o jednej rzeczy,
- jakiej ? – znów mu przerwała. – przepraszam, niech pan mówi.
- Czarny Pan powiedział, że… mam się tobą opiekować i mam cię poślubić. – Severus czekał na jej reakcję, która kiedy nadeszła, zdziwiła go chyba bardziej, niż słowa tego Dupka Voldemorta.
- na Merlina ! nawet pan nie wie jak długo na to czekałam ! zawsze, jakoś tak pragnęłam pana, ale przecież był pan moim nauczycielem i … - przestała mówić i przytuliła się do mężczyzny.  Snape’a zamurowało., jednak przytulił dziewczynę z całych sił. Gdy stali tak już dłuższą chwilę, podniosła swoją głowę. Severus podniósł jej podbródek leciutko ręką.
- chcesz tego, Panno Riddle ? – wyszeptał jej prosto do ucha. Dziewczynie przeszły po plecach przyjemne ciarki. Jaki on miał pociągający ton głosu ! pomyślała gryfonka.
- Tak, profesorze Snape. – wyszeptała niewinnym głosem. Severus przybliżył swoje wargi do jej pełnych ust i pocałował delikatnie, ale z uczuciem. Widział, że dziewczyna chce czegoś więcej, i chciał jej to dać. Młody Malfoy już dawno wyszedł drugim wyjściem, i to było dla niego zbawienie, mógł pokazać jej, jak jej pragnął przez te wszystkie lata. Zaczął ją całować z większą pasją, pogłębiał pocałunki. Dziewczyna dała mu zaproszenie do środka i razem zaczęli walczyć o dominację. Severus przeniósł ich delikatnie na fotel, a dziewczyna usiadła mu między nogami, by mieć lepszy dostęp do jego ust. Całowali się coraz zachłanniej, a gryfonka zaczęła jęczeć.
- Sever-rusie…. Se-ev.,.. – jakie jej jęki były podniecające !- tak, ta-ak….
- Miona… jesteś wspaniała… kocham cię. – powiedział jej prosto w usta mężczyzna.
- ja ciebie te-eż…. Ooch… - krzyknęła dziewczyna, gdy Snape zaczął dotykać ją zimnymi i męskimi Rękowa po obojczyku, schodził coraz niżej..... Severus zaczął słyszeć jakieś krzyki z oddali. Hermiona zaczęła zdejmować z niego koszulę… ktoś wołał jego imię….
- Severusie !! – usłyszał, i nagle znalazł się w swoich komnatach, a nad nim stała Minevra z pustą butelka ognistej Whiskey. Coś do niego mówiła, ale już jej nie słuchał. To był tylko sen ?! to było takie cudowne ! nigdy tego nie zapomni.
***
Hermiona obudziła się zlana potem i mokra. Śniło jej się to samo co Severusowi, a myślała tylko o jednym.
- to musi się kiedyś zdarzyć. – i wzięła za kawałek pergaminu, pióro i napisała list do mistrza Eliksirów z dokładnym opisem jej snu i propozycją.

THE END.

środa, 12 marca 2014

Rozdział trzynasty.

ciekawie się będzie działo w następnych rozdziałach. :D





Nagle w kuchni stała się taka cisza, której nawet Ginny nie widziała podczas pogrzebu poległych podczas II wojny o Hogwart. Wszystkich zamurowało. To oni tak długo szukali tego chłopaka, któremu chyba odebrało cały rozsądek co za tym idzie również i głowę, a on zjawia się nagle, pije spokojnie kawę i dziwi się, dlaczego wszystkich zamurowało.
- coś się zmieniło w moim wyglądzie, że mi się tak skrupulatnie z otwartymi ustami przyglądacie.? – zapytał niewinnym głosem Wybraniec.  Pierwsza z osłupienia ocuciła się pani Weasley.
- na Merlina kochany.! Jak ty wyglądasz, na Godryka, czy ty coś jadłeś od wczorajszej kolacji.?! – Kobieta zaczęła się krzątać między chłopakiem, i wszystko wyglądało na to, że chyba zgromadzonym przeszło już osłupienie, gdyż bliźniacy zabawiając się różdżkami wychodzili już powoli z kuchni. Na nieszczęście dziewczyna o płonąco rudych włosach nie była w tym momencie przyjaźnie nastawiona do Harry’ego. Gryfonka stała w tym samym miejscu co kilka minut temu zderzyła się z chłopakiem i stała z otwartymi szeroko oczyma patrząc w nieznanym mu kierunku. Chyba… czy ona była nadal na niego obrażona za tamtą sytuację na strychu.? Przecież nic takiego nie zrobił.!
- Gin, dlaczego tak stoisz w przejściu, co.? – spytała wchodząca do pomieszczenia starsza gryfonka. Dziewczyna objęła Rudą, złapała za prawą rękę i pociągnęła do stołu, lecz w pewnym momencie jej ręka rozluźniła uścisk. Hermiona w tym momencie zauważyła stojącego w kuchni chłopaka. Chciała do niego podejść, przytulić, lecz…. Nie, nie zasłużył sobie na to.
- Harry…. Cześć. – tylko tyle zdołała wyksztusić starsza gryfonka, nie mogła, nie dawała rady, jeszcze nie oswoiła się ze sprawą z bliźniakami, teraz Harry, to było za wiele. Dziewczyna złapała za pusty już prawie kubek kawy, który zostawiła Gin i znów pobiegła do pokoju z napływającymi do oczu łzami.
- Miona.!? – rudowłosa chyba dopiero teraz odzyskała pełną sprawność umysłu, gdyż od razu pobiegła za dziewczyną i zniknęła już za framugą.
*****

- gdzie ty mnie ciągniesz Fred.?! -  krzyczał do brata chłopak. Od godziny włóczyli się po lesie i to na dodatek bez różdżek.! Co on znowu wymyślił.!
- oj,oj,oj Ronaldzie, może byś czasem zaufał swojemu kochanemu bratu, co.? Czy ja ci kiedykolwiek zrobiłem coś ,co ci zaszkodziło.? – zapytał Rudzielec zacieśniając chustę na oczach chłopaka.
- ale… dzisiaj, przez ostatni tydzień, czy… bo było tego wiele, i nie wiem co chciałeś osiągnąć tym pytaniem.
- przecież wszystko co dla ciebie robimy z George’em było świetne.!
- chyba dla was.! Czy randka z goblinem była świetna.?! Jeszcze gdyby to była dziewczyna, ale to był ewidentnie facet.!! – wykrzyczał mu prosto w twarz chłopak. Jeszcze tego brakowało żeby kolejny raz go poniżył i upokorzył.!
- no… no dobra, ale przecież był przystojny, prawda.? Skąd mieliśmy mieć pewność, że wolisz dziewczyny.? Może to ukrywałeś, że wolisz chłopaków.? Wszystkiego musisz spróbować.! – Fred myślał, że się zaraz położy na ziemi z powodu narastającej furii śmiechu, ale nie mógł, musiał się opanować. Zaraz pokarze Ronowi tą „ niespodziankę” i on NA PEWNO będzie im wdzięczny.
- Ooo, Ron, jesteśmy już na miejscu. – powiedział już stonowanym głosem chłopak, zdejmując bratu opaskę z oczu. Znajdowali się na przedmieściach Londynu, tak, to był chyba Londyn, ale to było nie ważne. Stali obok kawiarenki, zresztą bardzo ładnej i spokojnej jak na Londyn. Wyglądała jak zwykła kawiarnia, ale tylko na pierwszy rzut oka. Gdy Ron przyjrzał się dokładniej ludziom siedzącym w środku, zauważył u niektórych różdżki schowane w kieszeniach marynarek, spodni nawet za uszami. Kelnerki, które obsługiwały gości, miały krótkie sukienki w grochy, długie nogi i…. i szpiczaste uszy. Tak, to na chłopaka oko były elfki, i…. to bardzo zgrabne elfki.
- I co, podoba się.? – zapytał się brata z uśmiechem Fred. Chłopak nie mógł ukryć uśmiechu, po tym, jak zobaczył, w jaki sposób jego brat patrzy na kelnerki, choć…. On chyba ma rację, są całkiem, całkiem…
- Noo.. dobra Fred – odezwał się Ron gdy już wrócił do rzeczywistości – ale po co ty mnie tutaj przyprowadziłeś.? Bo nie sądzę, żebyś zabrał mnie na kawę.

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział dwunasty.

napisałam chyba dość długi rozdział więc nie przedłużam. :)
ale chciałabym was prosić, ZOSTAWCIE COŚ PO SOBIE.
MOŻE BYĆ KOMENTARZ, PROSZĘ TO WSZYSTKO MNIE MOTYWUJE DO DALSZEGO PISANIA.! :)




- ciekawe, ile czasu nas już nie ma na dole, nie sądzisz Harry.? – zapytała zajęta bawieniem się za długimi już kosmykami włosów Harry’ ego Ginny. Jak jej się podobało być tak blisko Wybrańca i nie być odpychaną.! Jak jej się to podobało, ale…. Jak to się stało.? No właśnie, wcześniej Harry rozmawiał z nią, ale nie byli jeszcze jak dotąd tak blisko ze sobą. Wszystkie rzeczy, których się dowiedziała dziewczyna na pewno nie będzie mogła podzielić się nimi z Hermioną, oj tak… Harry by ją zabił gdyby to zrobiła.
- Gin, ale o co ci chodzi.? Nie wygodnie ci się tu leży ze mną.? A może chcesz sobie pójść i zostawić mnie samego.? – powiedział z wyrzutem chłopak. Gryfonka nie wiedziała o co mu chodziło, przecież ona chciała tylko zejść na dół do wszystkich, żeby się nie martwili o nich, a on od razu robi jej takie wyrzuty. No właśnie…. A może oni wcale ich nie szukają.? Może nie zależy im na tym, aby ich znaleźć.? Nawet tak nie myśl Gin.! Jak możesz tak myśleć o własnej rodzinie i Mionie.?!
- Harry, nie wiem jak ty, ale ja sądzę, że wszyscy już od dłuższego czasu nas szukają i się o nas martwią.! Chę, żebyśmy zeszli jak najszybciej na dół, bo moją matkę będą musieli przenieść do św. Munga z powodu zbytniego nadciśnienia spowodowanego twoją głupotą.! – wyrzuciła z siebie rudowłosa, wstała z kolan chłopaka i zaczęła go ciągnąć za sobą.
- Ginny.! Co ty do cholery jasnej robisz.?! Nie mam ochoty schodzić na dół i jeszcze bardziej upokorzyć się przed waszą całą kochaną rodzinką.! – chłopak zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze dziewczyny z impentem puściła jego przedramię, a ten spadł plecami na zimną, drewnianą podłogę. Gryfonka wytrzepała z siebie kurz, który znajdował się na jej sukience, odrzuciła się na pięcie i już łapała za klamkę od starych, ciężkich drzwi.
- Gin.! Gdzie ty idziesz.?! Nie zostawiaj mnie samego.! Poczekaj.!!! – krzyczał Harry podnosząc się jak najszybciej z podłogi. Wstał, niestarannie otrzepał się z brudu i już biegł za Ginny znikającą za drzwiami, gdy tuż przed jego krótkim nosem dziewczyna trzasnęła drzwiami o furtynę. Dlaczego wszystkie dziewczyny są takie,.. takie.. takie … ech., nie ważne. Trzeba za nią pójść zanim całkiem rozwali całą norę, nie zważając na nic oczywiście co jest choć odrobinę niezbędne.  Doszedł do spiralnych schodów, które razem z Fredem, George’m i Ronem mieli w ostatnie wakacje przynajmniej doprowadzić do normy, ale…. Nie wyszło tak jak planowali. Właśnie stał przed drzwiami do kuchni, gdy usłyszał zdenerwowany głos Rudej.
- On jest nie do zniesienia.! Jak można obrażać się o tak  nieistotne rzeczy.! – mówiła dziewczyna do podekscytowanej Molly nalewając sobie kawy do kubka w grochy. – pffuu.! Yyghh., od kiedy nie słodzicie kawy.?! Na Merlina ona smakuje jak pot nietoperza.!
- kochana siostrzyczko, a skąd ty wiesz, jak takie rzeczy smakują.? – przez balkonik przy kuchni wszedł Fred z wielkim uśmiechem na twarzy. Obok niego już po chwili pojawił się brat bliźniak.
-  A może mój kochany bracie nie pomyślałeś o tym, że mogła zakraść się do naszego pokoju i PODKRAŚĆ troszeczkę tego i owego. – powiedział George  z miną, która najczęściej gościła na jego twarzy.
- A może oboje nie pomyśleliście o tym, że gobliny zabrały wam WIĘKSZOŚĆ waszej już i tak niskiej inteligencji, co.? – odgryzła się dziewczyna. Jak ona nienawidziła ich podejrzliwych i zmyślnych teorii na temat: „co, kto, gdzie i jak”. – zajmijcie się swoimi napojami i wszyscy będziemy szczęśliwi.
- Oj, oj,oj, a co to się naszej Gin stało.? Kosmetyki się kończą.? A może nie możesz dać sobie rady z Deanem.?
- Nie bój się siostra, jakby coś, to my ci z nim pomożemy, prawda, że tak Fred.? – bliźniak spojrzał znacząco na brata. Chyba Fred załapał o co mu chodziło bo od razu posłał uśmiech w stronę Freda.
- no jasne.!! Siostra, jak będzie się coś działo, od razu wal do naszych drzwi, Abo… może lepiej nie, bo ty jak walniesz, to nam drzwi z framugi wylecą, a naprawić takie drzwi to nie lada sztuka – chłopacy i wszyscy w pomieszczeniu wy buchnęli niekontrolowanym śmiechem, tylko Ginny stała jak osłupiała w tej scenie i patrzała się na wszystkich jak na jakiś pacjentów św. Munga.
- a wy co tak wszyscy rżycie.!!?? Z CZEGO WY SIĘ TAK ŚMIEJECIE NA MERLINA.!? – wykrzyczała zdenerwowana i czerwona na twarzy dziewczyna. Już wychodziła z kuchni, gdy nagle uderzyła w coś miękkiego, ale za razem twardego. Co to do cholery było.?! Odsunęła się mały krok od przeszkody i zobaczyła osobę, której w tej chwili chciałaby unikać jak ognia.
A z czego wy się tak wszyscy śmiejecie.? – spytał stonowanym głosem Wybraniec. Przeszedł przez całą długość kuchni i podszedł do stołu, aby nalać sobie kawy. – co się stało.?