Ten rozdział również postanowiłam podzielić. ;)
nie przedłużam, i.... KOMENTUJCIE.!! =D
- ‘ękuję ci ‘ermiona za pomoc. – powiedziała francuska z
uśmiechem na twarzy i wcześniej uścisnąwszy gryfonkę odeszła. Dziewczyna stała
zdezorientowana jeszcze z kilka minut w drzwiach i zamknęła je z hukiem. Czy
ona właśnie powiedziała wszystko, nazwijmy to zgodnie z prawdą, swojemu wrogowi
wszystko o niej i Ronie.? Przecież to była jej… kim ona właściwie dla niej
była.? Wrogiem.? Na pewno. Konkurencją.? Nie ważne, nawet jeśli, to i tak
Hermiona nie chciała mieć jak na razie chłopaka. Ale… na Merlina zapomniała.!!
Przecież ona chodzi z Cormac’ kiem.! Jak to się stało.? Nie pamięta, ale…
przecież ona nie chciała do niego wracać, jak to się stało, że się zgodziła….
Nic nie pamiętała z tamtego momentu. A może to sprawka Snape’ a… nie, przecież
nie miał nawet okazji czegoś jej dolać. A może miał, tylko ona już tego nie
pamięta.? Od kiedy „rok szkolny” się skończył, jeśli można to tak nazwać
zważając na wojnę i takie tam, Snape zaczął być dla niej MIŁY.! Jak to
możliwe.?! Niestety tego ona jak na razie nie odkryła. Był miły, i to BARDZO,
ale tylko dla niej, Harry’ ego i Rona dalej traktował jak nic nie warte
śmiecie. Może Snape wreszcie kogoś polubił.? Niee… on nawet nikogo nie
toleruje, a co dopiero Lubić.! No ale przecież widziała na własne oczy.!
Najpierw pożegnał się z nią i ją PRZYTULIŁ, dosłownie, powiedział: „Granger, i
nie ciesz się tak, bo i tak wkrótce się spotkamy i, i tak cię dorwę za ten
wywar ze szczuropłata” i bez oporów podszedł do niej i ją przytulił.!! Będzie
co opowiadać wnukom, nie ma co.! Ale co się stało, że nagle zaczął być wobec
niej taki uprzejmy i chciał jej nawet pomóc wnieść bagaże.? Może stało jej się
coś takiego nieszczęśliwego dla niej, o czym wiedział on, a ona nie.? On coś na
pewno ukry..
- Mionka.!!! – przerwał jej rozmyślania niespokojny krzyk
pani Weasley.
- Ta-ak pani Weasley.? – zakrztusiła się dziewczyna.
- Hermiona.! Jak ja się martwię.! – nagle do jej pokoju
wparowała zdenerwowana kobieta dalej ciągnąc niedokończony temat- Harry’ ego
nigdzie nie ma, i na dodatek zniknęła jeszcze Ginny.!! – powiedziała z troska w
głosie Matka Rudzielców.
- no, ale pani się tak nie denerwuje.! Harry zaraz się
znajdzie, albo zgłodnieje i sam zejdzie do kuchni, a Gin… nie wiem gdzie może
być, albo… - dziewczynę olśniło.- może ona jest z nim gdzieś.?
- Hermiona.!! Na Merlina możesz mieć rację.! – powiedziała
już bardziej stonowanym głosem kobieta i zaczęła ściskać gryfonkę. – no.. już
wiadomo dlaczego jesteś uważana za mądrzejszą dziewczynę niż Rovena Ravenclaw.!
– uśmiechnęła się szczerym i ciepłym uśmiechem.
- nie no.. Pani Weasley, to była zwykła dedukcja.. nic
więcej. – powiedziała zażenowana tą sytuacja dziewczyna.
- jaka znowu dedukcja.?! Jesteś po prostu mądra i tyle.! –
zaczęła się śmiać kobieta. – A ty nie jesteś głodna kochana.? – zapytała już ze
srogą miną.
- nie no.. mogłabym coś zjeść jeśli to nie problem robić
tylko dla mnie….
- Kochaniutka.! No cos ty, oszalałaś.?! Jasne, że to nie
problem.! Już się zabieram do roboty i chodź już na dół do nas. – uśmiechnęła
się – problem,.. czy ona oszalała… co za skromna dziewczyna..- mruczała pani
Weasley po drodze do drzwi. – tylko zaraz zejdź na dół.! – krzyknęła już zza
drzwi ze schodów.
- Dobrze.! – odkrzyknęła gryfonka i już miała z chodzić na
dół, gdy spojrzała przypadkiem w lustro. Już wiedziała, dlaczego i Gabrielle, i
pani Weasley patrzały na nią jak na zbitego psa na ulicy. Wyglądała okropnie,
jak.. jak siedem nieszczęść. Miała pod grążone oczy, rozmazany tusz do rzęs na
połowie policzków i rozczochrane włosy, które wyglądały, jakby miały swój
własny świat i własny styl – no, jak na czarownice, które mają straszyć
mugolskie dzieci, to gryfonka je wszystkie przebijała, inne nie miały z nią
szans. Dziewczyna złapała za kosmetyczkę leżącą na szafce nocnej i poleciała do
pobliskiej łazienki. Jak ona była wdzięczna pani Weasley, że dała jej pokój
razem z Gin obok łazienki.! Nie musiały brać udziału w co rannym i wieczornym
wyścigu „kto pierwszy ten lepszy”, no bo jak już wejdzie jedna osoba, to inne
nie mają szans na niespóźnienie się na śniadanie.