poniedziałek, 19 maja 2014
opowiadanie konkursowe - Dramione.
Hermiona szła korytarzami Hogwartu z dumnie uniesioną głową. Dostała dziś W z eliksirów. Profesor Snape nigdy nie dawał W nawet Hermionie, jeśli chodzi oczywiście o Gryffindor. Jakież było zdziwienie niemal całego Hogartu, gdy wszyscy dowiedzieli się o tym co nastąpiło na lekcjach u Snapa. Oczywiście Hermiona nie była mniej zdumiona niż wszyscy inni. Wiadomo było, iż profesor eliksirów faworyzuje swoich wychowanków z domu Salazara Slytherina i nikt nie spodziewano się zmiany sytuacji. Jak już było wspomniane zdziwiony był niemal cały Hogwart co robi kolosalną różnicę.
Jedynym, który wydawał się nie poruszony tym zdarzeniem był Draco Malfoy. Właściwie to dzięki niemu dziewczyna otrzymała ten stopień. Ta mądra czarownica zasługiwała na to, od pierwszego roku, a tym czasem zdobyła ten stopień dopiero na siódmym roku. Ileż Draco musiał się starać by profesor zwany nietoperzem przystał na tą propozycję, a raczej żądanie. Pan Malfoy wracający z gabinetu Snapa szedł pogrążony w myślach. Jego twarz nadal pozostawała w wyrazie aroganckiego niezainteresowania, jednak jego serce biło szybciej z powodu jego myśli o najmądrzejszej czarownicy od czasów Roweny Ravenclaw.
Nagle wpadł na kogoś. Rozległ się krzyk jakiejś dziewczyny. Draco utrzymał równowagę i odezwał się:
-Uważaj jak łazisz.
-Chyba ty Malfoy.
Chłopak słysząc ten głos spojrzał na dziewczynę leżącą na ziemi. Zobaczył kasztanowe włosy i piękne oczy. Kolana się pod nim ugięły.
-Prze-prze-przepraszam. Nie zauważyłem cię.-zaczął jąkając się.
-Co?-zdziwiła się Hermiona- Malfoy, dobrze się czujesz?
-Ja?-zapytał głupio Draco
-Tak, ty. To do ciebie nie podobne przepraszać za coś.
-No cóż, to była moja wina Hermiono, więc…
-Zaraz, co? Nazwałeś mnie Hermioną? Od kiedy nie jestem szlamą?
-No…przepraszam, że cię tak nazywałem, ale byłem pod wpływem mojego ojca, a, że jest teraz w Azkabanie, to nie naciska już na mnie.
-Wiesz, nie sądziłam, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od wielkiego arystokraty, czarodzieja czystej krwi.
-Oj, no dajmy temu spokój.
Draco unikając wzroku czarownicy rozejrzał się wokół. Nikogo nie było na korytarzu.
-Hermiono, bo wiesz… chciałem zapytać czy…
Przerwały mu czyjeś krzyki. Do holu wpadło dwóch chłopaków, których ani Draco, ani Hermiona nie znali, ale słyszeli o ich ciągłych awanturach. Jeden z nich odbił dziewczynę tego drugiego i teraz ciągle rzucają w siebie zaklęciami.
- Najwyraźniej nie chciała takiego mięczaka jak ty. Zresztą, jest tyle warta co szkolne miotły, a co najlepsze jest we mnie zakochana po uszy.
-Nie waż się tak o niej wyrażać.
-Bo co mi zrobisz? Potraktujesz Avada Kedavra?
-A co? Założysz się?
Chłopak zbladł i na chwilę stracił rezon, ale zaraz się opanował.
-Nie zrobisz tego. –powiedział lekko przestraszonym głosem, próbując ratować resztki swojej godności.
-Mnie się nie obraża, a to samo tyczy się mojej dziewczyny, którą perfidnie mi odebrałeś.
Skierował różdżkę w stronę chłopaka, który patrzył na nią sparaliżowany. Drugi chłopak się opamiętał i także wycelował w niego różdżkę. W jednej chwili oboje wypowiedzieli zaklęcia. Różdżki jednego z chłopaków wystrzeliło zielone światło, a w ostatniej chwili ten sam chłopak poleciał do tyłu, a mordercze zaklęcie poleciało wprost na Hermionę. Pierwszy zareagował Draco. Chciał osłonić Hermionę, ale nie zdążył. Zielone światło trafiło dziewczynę.
-Nie!-krzyknął Malfoy
Gdy dwaj chłopcy zorientowali się co zrobili podbiegli do nich.
-Ja nie…
Urwał, a Draco natychmiast krzyknął do nich:
-Biegnijcie po pannę Pomfrey, albo nie, lepiej po Dumbledora.
Żaden z nich się nie ruszył, tylko wpatrywali się w Hermionę.
-Już, wy nędzne szczury!
Tym razem posłuchali. Draco został sam z dziewczyną. Nagle przypomniał sobie zaklęcie, jakie czytał kiedyś w księdze o czarnej magii. Była to formułka, która przywracała komuś życie. Wiadomo jednak, że był w tym jakiś haczyk. Osoba rzucająca zaklęcie musiała umrzeć. Zdecydował. Ona bardziej przyda się światu. Po jego nieskazitelnym policzku spłynęła łza. Zaczął recytować:
-Ta osoba jest mi droższa niż sam ja. Przywróć życie jej, w zamian…
-Nie!-krzyknął głos jakiegoś starszego mężczyzny. Draco przerwał recytację i spojrzał w stronę, z której dochodził głos. To był Dumbledore, jednak nikogo z nim nie było. –Nie rób tego.
On jednak zignorował to i zaczął od nowa swoją formułkę:
-Ta osoba jest mi droższa niż sam ja.-chłopak usłyszał jak prawie równo z nim formułkę zaczął Dumbledore, jednak nadal kontynuował formułkę jeszcze głośniej i szybciej-Przywróć jej życie, w zamian za moje. Jestem zdecydowany w pełni. Oddaje jej swoje życie.
Hermiona poruszyła się w jego ramionach. Dumbledore kończył recytację, ale urwał w pół słowa, gdy stało się jasne, iż Draco go uprzedził. Dziewczyna otwarła oczy i usiadła gwałtownie widząc Nad sobą Malfoya.
-Ja żyję?-zapytała.
-Hermiono ja…-zaczął Draco, ale urwał gdy wstrząsnął nim spazm bólu.
-Przepraszam. Próbowałem panno Granger.-odezwał się Dumbledore- On ożywił panią, ale swoim kosztem.
Hermiona po tych słowach rzuciła się ku Malfoyowi. Jego twarz była wykrzywiona w grymasie bólu.
-Kocham cię-powiedział.
-Też cie kocham Draco. Nigdy ci tego nie powiedziałam, ale kocham cię.
-Zawsze byłaś w moim sercu. Nigdy cię nie opuszczę.
Hermiona zaczęła szlochać. Jej łzy kapały na policzek Draco. Nagle przestał się ruszać. Młoda czarownica ukryła twarz w jego ramieniu i zaczęła gorzko płakać.
Poczuła ruch. Szybko poderwała głowę i spojrzała na twarz Draco. Jego powieki się poruszyły i otworzył oczy. Usiadł, a Hermiona go pocałowała.
Zwróciła się do Dumbledora:
-Jak to możliwe?
-Łzy prawdziwej miłości. Tak, to nie są puste słowa, że miłość zwycięży nawet śmierć. To czysta prawda. Dwie osoby muszą się naprawdę kochać, aby przezwyciężyć śmierć. To najlepszy dowód na czyste uczucie.
Po chwili profesor odszedł zostawiając pare samą, bo byli już niewątpliwie parą. Siedzieli na podłodze trzymając się za ręce.
-Zawsze cię kochałem.-wyznał Draco Hermionie.
-Ja ciebie też, choć zauważ, że nie okazywaliśmy tego najlepiej.
Zaśmiali się oboje.
-Razem?-zapytała czarownica.
-Zawsze-odparł Malfoy.
opowiadanie konkursowe - Jilly
Witam! Chciałabym zgłosić swoje opowiadanie na konkurs Jeżeli można to proszę o podpis Expecto Evans, ponieważ takiego nicka zawsze używam na blogu. :3 Jest to opowiadanie z paringu Lily Evans&James Potter. Dziękuję za uwagę.
PS Wiem, że mogą być błędy, ale no cóż.. Nikt nie jest idealny :-)
Autorka jest z domu kruka, miłego czytania i zachęcam do wyrażanie swojej opinii w skali od 0 do 10.
,,Nie zdążył’’
Kochana D.,
Wiem, że dawno się nie odzywałam. Ale musisz mi wybaczyć. Wiem, że akurat Ty, jako moja jedyna przyjaciółka, możesz to zrobić. Wiedz, że nie piszę bez powodu. Chciałabym Cię przeprosić za to, że Cię zraniłam. Och! ile ja bliskich mi osób zraniłam! Proszę, przyjmij moje przeprosiny. To dla mnie ważne. Wiem, że to może mnie uratować od ciemności. Słyszałam, że z Syriuszem spodziewacie się dziecka. Przepraszam, że nie byłam na waszym ślubie. Jakoś marna ze mnie druhna. Mam nadzieję, że to też mi wybaczysz. Wiem, że proszę o zbyt dużo. Wiem, że wybaczenie jest najtrudniejsze. Ale Ty temu podołasz. Ja to wiem, choć nie jestem pewna, czy nie wybaczyłaś mi już zbyt dużo razy, żebym mogła prosić jeszcze o to jedno, ostatnie wybaczenie. A ja zrobiłam najwięcej. Lecz tak jak wspomniałam nie piszę bez powodu. Powiem wprost: ja umieram. Nie ważne gdzie i jak. Nie przejmuj się tym. Wiem, że jesteś szczęśliwa, więc nie wiem dlaczego do Ciebie piszę. Nie chcę tego szczęścia burzyć, ale musiałam. Akurat Ty musiałaś wiedzieć. Tylko Tobie mogłam powierzyć swoje tajemnice. Dlatego tą też Ci powierzam. Do zobaczenia po drugiej stronie zasłony. Może tam będę szczęśliwa tak, jak Ty jesteś tutaj.
Twoja
L.
~*~
Drogi J.,
Chciałabym Ci podziękować za wszystko, co mi dałeś. Za to, że byłeś taki wytrwały, że walczyłeś do końca. Nie poddałeś się, chociaż ja Cię odtrącałam. Za to, że w końcu mnie przekonałeś do siebie. Za to, że zmieniłeś się dla mnie. Tylko dla mnie. Za to, że obdarowałeś mnie swoją miłością, chociaż mogłeś mieć każdą. A chciałeś tylko mnie. Do teraz nie wiem dlaczego to ja byłam Twoją wybranką. W niczym się nie wyróżniam od innych dziewczyn. A jednak Ty - najprzystojniejszy chłopak w szkole - wybrałeś mnie. Wiem jednak, że Cię zraniłam. Za to chciałabym Cię przeprosić. Zrozum, musiałam odejść. Nawet nie wiesz, co ja czułam wtedy, na tym korytarzu w hotelu. Teraz żałuję, ale gdybym dostała drugą szansę, zrobiłabym to samo. To miał być taki piękny dzień. Ostatni w naszej szkole. A ja wszystko zepsułam. Lecz zrozum to dla Twojego dobra. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Słyszałam także, że się ożeniłeś. Nawet nie wiesz jak się cieszę z Twojego szczęścia. Teraz jeszcze brakuje potomka. Małego chłopca, który będzie oczkiem w twojej głowie J. Muszę Ci coś powiedzieć. Ty już masz potomka J. Po naszym rozstaniu urodziłam syna. Jest on tak podobny do Ciebie! Ma takie same czarne włosy i taki sam uśmiech. Moje ma tylko oczy. Ale jednak mam nadzieję że Tobie i Ann się uda. Trzymam kciuki. Lecz nie po to piszę. Chcę się pożegnać. Wiem, że na pewno zdziwisz się, gdy zobaczysz od kogo jest ten list. To trochę niemądre pisać do Ciebie po półtora roku rozłąki, prawda? Teraz mamy po 28 lat. Ale nie o to chodzi. Tym listem chciałabym się z Tobą pożegnać. Dla mnie nie ma już ratunku. Wiem, że niedługo po mnie przyjdą. Pozwolili mi jedynie wysłać trzy pożegnalne listy. Zapewne zastanawiasz się, dlaczego wybrałam akurat Ciebie, prawda? Odpowiedź jest prosta. Nadal Cię kocham i nigdy nie przestanę. Kochałam, kocham i będę Cię kochać aż do końca moich dni. Ten list nic nie zmieni. Mojego przeznaczenia też już nie zmienisz. Już za późno. Ale wiedz, że umrę szczęśliwa. Bo umrę za miłość. Umrę, abyś Ty mógł żyć. Więc proszę, nie rozpaczaj za mną. Traktuj to jako przeprosiny. Wiem, że to bardzo duża cena, ale ja nie mam dla kogo żyć. Ty masz. I tu się właśnie różnimy. Dlatego jest to ostateczne pożegnanie. Do zobaczenia tam na górze. Do zobaczenia po drugiej stronie zasłony. Może tam odnajdę swoje prawdziwe szczęście.
Kochająca
L.
~*~
Mój Szkrabie,
Wiem, że jeszcze jesteś za mały, aby to przeczytać, ale muszę to napisać. Kiedyś dostaniesz ten list, jak będziesz duży. Jeżeli go czytasz, to ja najprawdopodobniej już nie żyję. W tym liście chcę Ci wytłumaczyć dlaczego wychowałeś się bez matki i ojca. Kiedy byłam młoda bardzo kochałam twojego tatę, Kotku. Ale dla jego bezpieczeństwa musiałam od niego odejść. A wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Każdy mówił abym usunęła ciążę , bo i tak nie podołam opiece nad dzieckiem. Ale ja się nie zgodziłam. Wiedziałam, że nie mogę Cię zawieść. I cieszę się, że taką decyzje podjęłam. Mogłam się Tobą nacieszyć całe 9 miesięcy. Był to najlepszy okres w moim życiu. Dałeś mi tyle szczęścia. Tak bardzo Cię kocham! Przepraszam, że mnie nie było na Twoich pierwszych urodzinach, przepraszam, że nie widziałam Twojego pierwszego dnia w szkole. Że nie odbierałam Cię z niej. Przepraszam za wszystkie chwile gdy mnie nie było przy Tobie a Ty mnie potrzebowałeś. Ale wiedz, że ja zawsze jestem blisko Ciebie. Cały czas jestem w Twoim serduszku, które bije dla mnie. Chociaż mnie nie widzisz ja ciągle stoję obok Ciebie. Wspieram Cię każdego dnia. Ale zrozum ja musiałam umrzeć. Jeżeli nie ja on zamordowałby Twojego ojca, a ja go zbyt mocno kocham żeby dać mu odejść. Kiedy piszę ten list ma on 28 lat. Spokojnie, wie o Twoim istnieniu. Może nawet go już widziałeś, ale nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Ale pamiętaj o jednym: nigdy nie żałowałam, że Cię urodziłam. Kochałam, kocham i będę Cię kochać nad życie tak jak Twojego ojca. Do zobaczenia, Kochanie, po drugiej stronie zasłony. Mam nadzieję, że kiedyś się tam spotkamy i znów będziemy szczęśliwi.
L.
~*~
Pewnego zimowego poranka mężczyzna o czarnych włosach siedział w kuchni i przeglądał pocztę. Gdy zauważył list do siebie szybko go otworzył i zatopił się w lekturze. Z każdym jego słowem jego mina coraz bardziej się zmieniała, aż w pewnym momencie samotna łza spłynęła po jego policzku. Szybko ubrał płaszcz i wybiegł z domu. W tym samym czasie pewna brązowowłosa kobieta szykowała śniadanie dla męża, jednocześnie przeglądając pocztę. Następnie zabrała swoją kawę i usiadłszy przy stoliku zaczęła rozrywać kopertę. W trakcie czytania listu kubek, który trzymała blisko ust upadł z łoskotem na podłogę, a sama kobieta wybuchła płaczem.
~*~
Na spokojnej ulicy na przedmieściach Londynu znikąd pojawił się czarnowłosy mężczyzna. Szybko zaczął kierować się w stronę jednego z domków jednorodzinnych. Kiedy stanął naprzeciwko domku, którego szukał dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Dom był doszczętnie zniszczony. Drzwi były wyważone a okna wybite. Nagle głuchą ciszę przerwał płacz dziecka, który dochodziło gdzieś z budynku. Mężczyzna wiedział już co się stało, lecz nie chciał tego do siebie dopuszczać. Dalej miał nadzieję, że zdążył, że Ona jeszcze żyje. Żwawo wszedł do mieszkania i skierował się do pokoju dziecka. Tak jak pisała był bardzo podobny do niego. Te same włosy, tylko oczy miał inne. Patrzył na świat jej zielonymi oczkami. Otrząsnąwszy się poszedł dalej. I tam dopadła go prawda. Zobaczył ją leżącą na ziemi z otwartymi oczami, które wpatrywały się pusto w dal. Kiedyś te oczy patrzyły na niego. Kiedyś były całym jego światem. Trzęsąc się podszedł do jej bezwładnego ciała i mocno przytulił. Teraz kiedy tulił to ciało bez życia wiedział, że zbyt późno zareagował. Wiedział, że nie zdążył.
poniedziałek, 12 maja 2014
coś innego - moja książka
zaczęłam pisać książkę (tak, za duuużo wolnego czasu) i,.. nie wiem czy w ogóle dobrze się zaczyna. poczytajcie proszę, i napiszcie swoje zdanie w komentarzu, jest to dla mnie naprawdę ważne.
przechodząc do książki - Akcja dzieje się teraz w Nowym Yorku, nie będę wam opisywać wszystkiego, po prostu na początek wrzucam wam przedstawienie każdej z postaci, które na razie będą występować i nie obraźcie się na mnie, bo wrzucę tak, jak miałam napisane w Wordzie czyli troszeczke chaotycznie i nieskładnie. :-D
A więc ekchem :
Była już prawie gotowa do wyjścia. Za pięć minut jak zawsze punktualnie miał zadzwonić dzwonek od frontowych drzwi, a tam miał na nią czekać Connor. Dziewczyna zeszła ze schodów i poszła do kuchni zjeść szybkie śniadanie. Nienawidziła poniedziałków, choć mogła to mówić w każdy inny dzień tygodnia. Oczywiście sam dzień nie miałby w sobie nic złego, gdyby jej Ciało nie odmawiało posłuszeństwa. W drodze do kuchni przejrzała się w wyszczerbionym lustrze. Jej włosy były już z lekka ułożone w spadające kaskadami orzechowe fale, a rzęsy wokoło dużych brązowych oczu wytuszowane maskarą. To właśnie latem na twarzy Elizabeth pojawiały się znikome ilości ledwo widocznych piegów na jasnej twarzy, których nienawidziła. Czuła się wtedy jak szczeniacka nastolatka. Jak ona tego nienawidziła! Przecież miała już swoje szesnaście wiosen i nie chciała wyglądać na młodszą, choć Connor uważa, że jej piegi są słodkie. On zawsze uważa, że jest słodka, dlatego jak zawsze wypowiada to słowo w jej obecności dostaje w zapłacie niezłego kuksańca w bok. Musiała się pośpieszyć – zostały jej cztery minuty do przyjścia przyjaciela. Gdy weszła do pomieszczenia po kuchni krzątała się mama przygotowując śniadanie dla taty, a jak już o wilku mowa…
Dziewczyna nie wiedziała gdzie pójść. Zachowała się jak głupia nastolatka, która ma wyrzuty do wszystkich. Jednak miał rację. Wywalili ja ze szpitala – poprawka, sama nie chciała w nim zostać. Co z tego, że jest chora, przecież funkcjonuje normalnie, nie potrzebuje niczyjej pomocy, chyba, że liczy się nauka. Nawet nie wygląda jakby miała Raka! A może ona tego po prostu nie widzi…? Wyglądała jak każda ładna dziewczyna, oprócz włosów. Z daleka, piękne orzechowe włosy, z bliska, rozrzedzone bez koloru. Chemia jej wcale nie pomagała, więc musiała brać z życia jak najwięcej mogła przez ten czas co jej został.
niedziela, 11 maja 2014
opowiadanie konkursowe - Dramione
miłego czytania i zachęcam do oceniania opowiadań w skali od 0 do 10. ;-)
Londyn, 12.06.2000r.
Drogi Draco!
Od kąd zamknęli Cię tam minęły dwa okrągłe lata. A przez ten czas nawet raz do Ciebie nie napisałam. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, ale przechodziłam niemałe załamanie nerwowe. Jeśli nie chcesz mnie znać, zrozumiem to. A mam Ci tyle do opowiedzenia!
Najpierw chciałabym Ci powiedzieć, żebyś wiedział i o tym zawsze pamiętał – jesteś dla mnie najważniejszy i nikt poza tobą się dla mnie nie liczy. Kocham Cię.
Gdy usłyszałam wyrok, pomyślałam sobie: Cztery lata, to nie tak dużo...Zleci i znowu będziemy mogli być razem; Myliłam się. Pierwszy miesiąc był dla mnie katorgą. Rozpoznawanie ciał, ciągłe przesłuchania. Nie mogłam tego znieść. Nieustanny ból po stracie tylu ukochanych osób przewyższał moje siły, dodatkowo nie było Cię przy mnie, nie miał kto mnie pocieszyć. Chole*nie tęskniłam, to mnie zżerało od środka. Może dlatego wtedy nie napisałam...?
Szukałam moich rodziców. Nie odnalazłam. To mnie dobiło do reszty. Czasami myślałam o tym, by skończyć ze swoim życiem. Bo tak byłoby lepiej. Nikt by nie tęsknił. W takich chwilach przypominałam sobie twoje ostatnie słowa, zanim Cię zabrali: Trzymaj się i pamiętaj, że ja Cię nigdy nie opuszczę. Wrócę tu i będziemy razem. Nic sobie nie zrób. Zrób to dla mnie...kocham Cię...;Dźwięczą mi w uszach do tej pory.
Czasami siadałam, wyciągałam pergamin pióro i pisałam datę. Nagłówek,a potem pustka. Zupełnie nie wiedziałam co do Ciebie napisać. Bo co? Napisałabym : Hej Draco, no wiem, że nie dawałam znaku życia, ale pomyślałam sobie, że jednak by wypadało?; Głupio się czuję i jest mi strasznie wstyd, że nie pisałam tyle czasu. Wciąż jednak łudzę w sobie nadzieję, że otworzysz list i go przeczytasz.
Osiem miesięcy od tamtej pamiętliwej daty, dostałam zaproszenie na ślub. Ginny i Zabini’ego. Ruda długo mnie namawiała, żebym przyszła i została jej świadkową. Świadkową nie chciałam zostać...Dlaczego? Bo może świadkowa musi tańczyć ze świadkiem? A z własnego doświadczenia wiem, że Theodor nie jest zbyt dobrym tancerzem. Gdybyś tu z nami był, to napewno ty byś został świadkiem, a ty potrafisz tańczyć. No tak, z tobą nie musiałam się martwić o to czy będę miała podeptane stopy...
Zostałam matką chrzestną. Młodego Zabini’ego. Anthony Dracon Zabini. Ginny nie chciała się zgodzić na drugie imię, bo dobrze wiesz – nie do końca Cię lubi. Blaise się uparł, uznał, że chce aby jego syn nosił drugie imię po jego przyjacielu, dzięki któremu on nie wylądował tam gdzie jesteś teraz ty. Gin chciała, żeby na drugie miał William, bo bardzo jej się tak podobało. Ojcem chrzestnym jest George.
W rok po twoim zamknięciu zaczęłam szukać pracy – no i zostałam uzdrowicielem. W pracy odcinałam się od mojej nędznej rzeczywistości którą ubarwiały choć trochę wizyty państwa Zabini z moim ukochanym chrześniakiem. W szpitalu poznałam twojego byłego „współlokatora”. John Coffey. Trafił do nas, bo ktoś postanowił sam się z nim rozprawić. Mówił mi, że często o mnie mówiłeś i poznał mnie po twoich opisach. Mówił, że bardzo za mną tęsknisz...Było mi strasznie przykro. Ja do Ciebie nie napisałam ani słowa, ale ty wciąż o mnie pamiętałeś...
Nie związałam się z nikim, z nikim nie byłam. Od dwóch lat jedynymi mężczyznami z jakimi mam kontkat są Harry, George, Blaise i mały, kochany Tony.
Harry myślał, że jestem głupia. Wiesz z kim się ożenił? Z Parkinson! A dodatkowo chciał i mnie i ją przekonać, żebym to ja została jej świadkową! W tedy w jednym byłyśmy zgodne: Harry do reszty zgłupiał. Powiedziałam mu, ze jeśli zamiast ślubu chce mieć jedną wielką walkę, to chętnie. Dobrze wiedział, że ja i ona się nie znosimy. Nie mogłyśmy wytrzymać w jednym pomieszczeniu piętnastu minut, a on tu mówił o całej ceremonii ślubnej i weselu na którym miałabym siedzieć centralnie obok niej! W ostateczności Harry zgodził się na nasz układ: Ja zostanę świadkową Parkinson, a on pozwoli nam zorganizować wieczór panieński. I podczas tego wieczoru bawiłam się tak dobrze po raz pierwszy od lat. Dogadałam się Parkinson, a na ślubie już błyśmy do siebie po imieniu. Teraz mamy ze sobą bardzo dobre kontakty,a Pansy spodziewa się młodego Potter’a.
Zależy mi na tobie, pragnę byś to wiedział. Nie oczekuj ode mnie tego, że Cię odwiedzę. Mogę nie dostać zgody, po za tym nie wiem czy wzbiorę się na odwagę. Gdy w końcu z tąd wyjdziesz będę czekać na ciebie w parku, tam gdzie pierwszy raz się pocałowaliśmy. Przyjdź.
Tęsknie za tobą kochanie. Kocham Cię. Na zawsze twoja,
Hermiona
Szum liści.
Skrzypnięcie ławki.
Godzina ósma.
Za chwilę powienieś tu przyjść.
Słyszę trzask teleportcji.
Upadek walizki na ziemię.
Kroki po żwirze.
Unoszę głowę.
Widzę ciebie.
Patrzysz sie na mnie pytająco.
Jesteś wychudzony.
Uśmiecham się do ciebie delikatnie.
Wstaję.
A ty już wiesz co masz zrobić.
Podchodzisz szybko.
I przytulasz unosząc do góry, obracając się kilka razy.
Całujesz mnie.
- Tęskniłem.
A cały świat, zaczął się śmiać.
opowiadanie konkursowe - Dramione.
opowiadanie przesłane przez Wik Torię ze Slytherin'u ;-)
strona, na którą możecie wysyłać opowiadania
oczywiście nadal w komentarzach proszę o napisanie waszej opinii w skali od 0 do 10. ;-)
Musiałam wyjść z tego domu, a najlepszym miejscem była Pokątna i tak musiałam iść kupić nową "Historię Hogwartu". Napisał ją sam Harry, mogę jeszcze wstąpić do Freda i Georga'a. Dopiero początek wakacji, a ja już chcę do pracy. Jako nauczycielka historii magi w Hogwarcie mszę być też na czasie z nowinkami historycznymi. teleportowałam się na Pokątną koło Esy-Floresy i weszłam do środka.
-Dzień dobry- zaczęłam- chciałabym kupić nową książkę pt. "Historia Hogwartu"".
Ekspedientka uśmiechnęła się do mnie, podeszła do półeczki i wróciła z książką.
-Książka kosztuje dwa sykle. Taką cenę ustalił sam autor. Gdyby przyszła pani jutro, Harry Potter mógłby podpisać dla pani to wybitne dzieło.- powiedziała
Podałam jej pieniądze do ręki, Harry chciał, żeby książka poszła po honorowej cenie. Wiedział, że nie wszyscy są bogaci. Pieniądze i tak były przeznaczone na książki do szkoły, żeby rodzice nie musieli wydawać tylu pieniędzy. Zresztą moja autorska książka o nazwie "Wszystkie przygody Harry'ego Pottera" w formie wywiadu też sprzedawała się bardzo dobrze.
-Nie potrzebuje podpisu, bo Harry to mój przyjaciel.- szepnęłam
Kobieta zarumieniła się. Dopiero w tej chwili zwróciłam uwagę na jej wygląd. Niebieskooka blondynka, która na oko ma 24 lata.Ubrana w koszulkę na ramiączkach i jeansy.. Jest bardzo ładna. Speszyła się tym, że znam Harry'ego, kobiety w jej wieku są w nim zakochane. Ale on jest z Ginny i są już po ślubie. Nawet planują mieć już dziecko.
-Nie wiedziałam, przepraszam.- odszepnęła
Jakie to było oczywiste, wszyscy tak reagowali, "Jak to ty naprawdę przyjaźnisz się z Harry'm?" albo po prostu "Przepraszam". Byliśmy wszyscy na to przygotowani, przecież to on zabił Lorda Voldemorta.
-Dziękuje i do widzenia.- powiedziałam
Wyszłam ze sklepu i od razu natknęłam się na bliźniaków.
-Hej.- przywitałam się
-Cześć Hermiona.- odpowiedzieli jednocześnie
-Nie pracujecie dzisiaj?- zdziwiłam się
-Patrzyłaś która godzina? Jest 19:30, a my zamykamy teraz o 19:00. -wytłumaczył Fred
Od dawna wiedziałam, że Fred chciał ze mną być, ale ja kochałam wtedy Rona. Na samą myśl o nim wzdrygnęłam się. Dopiero teraz zauważyłam, że jakoś dziwnie spokojnie zniósł rozstanie. Zresztą nie powinno mnie to obchodzić.
-Miona -z rozmyśleń wyrwał mnie głoś George'a".- chcielibyśmy z Tobą spędzić więcej czasu, ale wybieramy się do rodziców, więc sama wiesz.
Przytaknęłam głową i pożegnałam się z nimi. Pan i pani Weasley są w szpitalu św. Munga, po ostatniej misji dla Zakonu wylądowali w nim bo wampir próbował ich zabić. Teraz leżą w śpiączce od miesiąca. Nagle zobaczyłam coś dziwnego w ciemnym zaułku. Nie byłam wprawdzie już na służbie, ale musiałam to coś zlikwidować. Weszłam tam i zobaczyłam dementora, jeszcze nie wszystkie wróciły do Azkabanu. Poczułam jak wysysa moją dusze.
-Expecto...- nie zdążyłam wypowiedzieć całego zaklęcia bo osunęłam się o ziemię.
Wiedziałam, że wyssie ze mnie ducha.
-Expecto Patronum!- krzyknął obcy głos.
Spróbowałam otworzyć oczy, żeby zobaczyć mojego wybawcę, ale zobaczyłam tylko jego patronusa w kształcie węża. Już wiedziałam kto mnie uratował, zrobił to też trzy lata temu kiedy więcej dementorów się na mnie rzuciło. Jego właścicielem był Dracon Malfoy, mój były śmiertelny wróg.Dementor uciekł, a Malfoy wziął mnie na ręce.
-Znowu Cię ratuję.- powiedział z uśmieszkiem na twarzy
-Dziękuję.- szepnęłam i zemdlałam.
Rozdział Dziewiętnasty.
Jak on miał jej to powiedzieć ?! przecież... ech, ona chyba jest na tyle inteligentna, że nie będzie zachowywać się jak idiotka i rozpaczać. ta dziewczyna miała w sobie potencjał i to nie mały i teraz Severus już wiedział po kim ma taki charakter. Jakby się przyjrzeć gryfonce to była ona nawet podobna do swojego ojca, ale oczywiście przed tym, jak jego twarz zaczęła przypominać wygłodniałego i starego już węża.Obrzydlistwo! Jeżeli Granger przyjmie wiadomość o swoim prawdziwym ojcu w pewnym stopniu normalnie, to może ze swoim charakterem zrobi coś z jego szpetną mordą jaszczurki. szedł właśnie korytarzem, który prowadził do pokoju, w którym mieli siedzieć ci przeklęci gryfoni, w tym jego przyszła żona, o której nikt na razie miał nie wiedzieć. podszedł do drzwi z gracją cichego zabójcy i wsłuchał się w rozmowę.
- Ron ! - dosłyszał krzyk Granger - jak mogłeś uderzyć mnie poduszką! - zaczęła się śmiać.Dziewczyna wbrew przekonaniom Severusa była atrakcyjną kobietą i umiała mu dorównać w rozmowach czego nie zawsze mogła mu zagwarantować Minevra. Jej śmiech przypominał mu szczęśliwe chwile z jego życia, których było mniej niż kot napłakał. Przypominał mu, jak by to było, gdyby nie został śmierciożercą i nie spieprzył sobie tym całego życia... nigdy nie czuł czegoś takiego na widok jakiejś kobiety. Lily, Lily nie była tą, którą kochał, nigdy w życiu. Ona go tylko wykorzystywała, żeby mieć dobre oceny z Eliksirów,a to, że była ładna, to nie miało znaczenia - jej perfidny charakter mógł czasami nawet dorównać James' owi, zapewne dlatego tak do siebie pasowali, zapatrzony w ciebie narcyz i lalunia ze skłonnościami do wykorzystywania ślizgonów zakochanych w niej po uszy.
- no nie wiem, może tak samo, jak ty mogłaś mnie zostawić ? - powiedział, a potem nawet Severus mógł wyczuć przez drzwi, że zapadła w pokoju niezręczna cisza.
- wiesz co Ronaldzie, nasz "związek" jeśli można to tak ująć, mógłby zyskać wielką popularność w takim świetnym mugolskim serialu "Miłość na Bogato", a wiesz dlaczego ? - zapytała bez zainteresowania.
- nie wiem, śmiało, pochwal się swoim pochodzeniem i wiedzą - odpowiedział chłopak, a w dziewczynie aż się buzowało.
- ja zawsze wiedziałam, że jesteś chamem Ron, ale teraz to juz przesadziłeś ! zachowujesz się jak jeden wielki Dupek w stosunku do Hermiony! - powiedziała Rudowłosa.
- zamkniecie się ?! wszyscy w ostatnim czasie dajecie mi popalić i .. - przestała bo do pokoju wszedł jak zawsze poważny Snape. Dlaczego ona zawsze musi przychodzić w najmniej odpowiednim momencie ?! zaraz zaraz... jeżeli Snape jest teraz tutaj, a przed chwilą był na zebraniu Zakonu to znaczy, że...
- Panie profesorze spotkanie już się skończyło ? - krzyknęła na powitanie z entuzjazmem. Severus przez chwilę przyglądał się dziewczynie, lecz ona nie wiedziała dlaczego.
- coś się stało..? - znowu zapytała. Profesor nadal nie odpowiadał. Co się z nim do cholery Jaśnistej dzieje ?!? - Snape ! - chyba troszeczkę przesadziła.
- Potter, Weasley, Weasley, Weasley, Weasley wyjść, - powiedział i spojrzał na drzwi - a ty Granger nawet nie waż się ruszyć nogą z tego fotela. - dodał po chwili, gdy dziewczyna już chciała się zapytać co z nią. Hermiona chyba na prawdę przesadziła...
- no już, WYNOCHA! - ryknął rozwścieczony Severus.Gryfoni jak tylko usłyszeli ten "krzyk" to już po niecałej sekundzie ich nie było.Zapadła niezręczna cisza, której żaden z nich nie miał odwagi przerwać. Po chwili dziewczyna odważyła się odezwać po tym, jak profesor usiadł na fotelu po przeciwnej stronie.
- Przepraszam panie profesorze, - zaczęła - nie powinnam była krzyknąć na pana po nazwisku...- Severus był zdumiony jej postawą, nawet nie pomyślał, że ona... go przeprosi.
- Granger, nie gadaj tyle - mruknął, no bo przecież nie mógł jej powiedzieć "nie ma za co". - Tak. - dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi.
- co "tak" panie profesorze...? - zapytała ze spokojem.
- Pytałaś się bezmózga dziewucho czy spotkanie zakonu się skończyło więc ci odpowiedziałem! - Jak on nienawidził się powtarzać...
- d-dobrze panie profesorze... - Snape' a zaczęła ogarniać furia, przyszedł tutaj nie po to, żeby się na niej wyżywać.
- przestań juz z tym Panem Profesorem! - krzyknał, lecz następne słowa mówił powoli i spokojnie - teraz mnie posłuchaj, zapewne chcesz wiedzieć, o czym rozmawialiśmy tak długo, więc cię oświecę - zrobił lekką pauzę. - o tobie Granger, zaskoczyłem cię nieprawdaż ? nie odpowiadaj - dodał czym prędzej, a dziewczyna słuchała w skupieniu - Wyszła na jaw pewna sprawa... o tuż Granger, nie mogę cię już nazywać Granger. - Hermiona nie mogła się powstrzymać.
- dlaczego? zakazano panu zwracać się do mnie po nazwisku i wreszcie zacznie pan nazywać mnie po imieniu ? - zapytała. Ona na serio tak uważała ?? Salazarze chyba będzie gorzej niz myślał....
- Nie Granger, nie mogę cię tak nazywać bo to nie jest twoje prawdziwe nazwisko.
- Jak to nie jest,.,.. - dziewczynę zatkało.
- czyżbym cię oświecił i wreszcie nabrałaś rozumu ? - zapytał. - tak, to nie jest już twoje nazwisko i tak na prawdę, kiedy ono było ? nie ważne Grang... Riddle. - nie wiedział jak jej to powiedzieć w inny sposób, więc zrobił to w lekkim podstępie.
- dlaczego nazwał mnie pan nazwiskiem tego pieprzonego dupka ?!? - ryknęła, w czym mogła nawet dorównać samemu Mistrzowi Eliksirów.
- spokojnie Riddle, nie wiem czy twój ojciec byłby zadowolony takim słownictwem na jego temat...
- Ojciec ?!?!? pan sobie chyba żartuje... - dziewczynie nie mieściło sie to wszystko w głowie. Severus podszedł do niej i w między czasie wyjął z szaty skrawek pergaminu i podał go Riddle. Dziewczyna nie chętnie wzięła tez zwitek i przeczytała. Po przeczytaniu całego listu wpatrywała się tępo w podłogę. Severus zadbał o to, żeby wstawka o ich ślubie i dzieciach nie była dla niej widoczna więc nie miał czym się na razie martwić.
poniedziałek, 5 maja 2014
zmiany !
dlatego od teraz, po waszej (i mojej) prawe stronie zamieściłam ankietę na temat mojego bloga. :-)
czy wam się podoba, czy nie. NAPRAWDĘ, proszę was, zostawiajcie po sobie jakiś ślad! :'(
chciałabym wiedzieć, czy podoba wam się mój blog.... a więc, możecie ocenić mojego bloga w ankiecie, ale to nie była jedyna zmiana. :-Dzmiana nastąpiła również w..... KURSORZE ! <3 na kursor pewnie jak zauważyliście ustawiłam naszego kochanego Severusa z dość kwaśną miną. :-D (szam szeks *o* ) ale jeśli macie jakieś pomysły na kursor na stronkę, napiszcie tutaj w komentarzu, bądź w sowiarni (zakładki ---> na górze strony pod obrazkiem z nazwa bloga ----> sowiarnia - czyli pytania do mnie) JESTEM CHĘTNA NA ZMIANY! :-D
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział osiemnasty.
Kochani! Mam nadzieje, że czytając ten rozdział nie będzie wiele pomyłek i literówek ponieważ pisalam to Na telefonie i wiecie te głupie słowniki. ;-; no ale nic. Spróbuję częściej znajdować dla was czas żebyście nie musieli tyle czekać na następne rozdziały. Miłego czytania i zachęcam do komentowania !! ;-)
Gryfoni siedzieli w kółku juz od kilku godzin. Wszystkich zaciekawienie zżerało od środka ale po tak długim upływie czasu byli zmęczeni i nie mieli nawet siły żeby śmiać się z rozmowy, którą prowadzili blizniacy.
- mój kochany braciszku - powiedział z uśmieszkiem Fred. - ja wiem, że mieliśmy dobre intencje co do Rona, ale on nie ma szans na zdobycie jakiejś dziewczyny! - tylko blizniacy się roześmieli. Hermiona, Harry i Ginny przyglądali się czerwonemu juz jak burak Ronowi. Najmłodsza gryfonka Siedziała jak na skazaniu, ponieważ tu przecież chodziło o jej brata....choć jednak blizniacy mają rację co do dziewczyny dla Rudzielca. Ginny nie wie, w jaki sposób Hermiona wytrzymała z nim te.... ile to było lat ? Chyba dwa.... no właśnie, to był taki związek, że Ron zdradzał ją z każdą napotkaną dziewczyną, która miała coś w biustonoszu i zero Rozumu, a Miona siedziała nad książkami i udawała, że tego nie widzi. Pewnego dnia, Hermiona na kryła chłopaka jak obmacywał się razem z Lavender na jego biurku w pokoju Gryfonów i rozpłakana pobiegła do pobliskiej toalety. Gdy Ruda się o tym dowiedziała, co zrobił jej kochany braciszek i nawet za nią nie pobiegł! I on śmie nazywać się Weasley. ... Nawet Fred z George ' em zachowują się po męsku. Gryfonka pobiegła do Miony i zastała ja zaskakująco spokojną. ...
-Mionka ... ? - dziewczyna stała przed lustrem i poprawiała makijaż. Miała już ułożone ładnie włosy w wysokiego rozwalajacego się koczka, a po lewym policzku spływało cieniutkie pasmo grzywki. Wyglądała bardzo ładnie jak po takiej sytuacji. Dziewczyna odwróciła się do Rudej i spojrzała jej prosto w oczy. W jej oczach można było wyczytać dosłownie wszystko co czuła. Nie była zrozpaczona, co to to nie. Hermiona nie była typem również zaplakanej lalki lecz bardzo często pokazywała pazurki. Niewiele osób wiedziało tak wiele na jej temat jak Ginny.
- O ... cześć Ruda. Czy coś się stało ? - spytała sztucznym tonem orzechowooka. Wspaniałe wiesz co się stało, pomyślała gryfonka.
- słyszałam co zrobił Ronald....
- ach to... to było tylko nieporozumienie. No wiesz, nasz związek. - Ginny bardzo spodobała się taka reakcja przyjaciółki.
- och! To baardzo dobrze, że to tak przyjęłaś
- a jak miałam to przyjąć ? - przerwała jej Hermiona. - przecież jak to mówią mugole : "oko za oko, ząb za ząb". - powiedziała szyderczo i na jej ustach od razu wpełzł niewinny uśmieszek. Ginny już dostatecznie długo znała dziewczynę i wiedziała, po prostu wiedziała, że Miona coś knuje.
Dwa dni później zastała swojego kochanego braciszka w ich wspólnej sypialni z zielonymi włosami. Oooj! Tym razem Hermiona się postarala. Pomyślała wtedy Ginny. Teraz, to już się jej wcale nie dziwi tego, że się go brzydziła i... no każda szanująca się dziewczyna brzydzi Się Rona. Gdy chłopakowi zeszła juz troszeczkę burakowość z twarzy wreszcie zabrał głos w tej sprawie.
- możecie dać mi już spokój z tymi dziewczynami dla mnie !? Sam potrafię o siebie zadbać ! - krzyknął tak, że Harry emu zachciało się śmiać z tej sytuacji.
- nasz kochany braciszku. .. - zaczął Fred.
- no chyba dla ciebie to on jest kochany bo dla mnie nie ! - dodał George. Hermiona wreszcie dała jakieś oznaki życia.
- nie ważne. .. braciszku, może być George ? - spytał się z powagą bliźniak.
- niech mu już będzie. ..
- a więc braciszku, my nie. ...
- a może lepiej mów na niego Gnom. No bo braciszek tak mu jakoś nie pasuje.... - wtrącił się znowu brat.
- dobrze Już dobrze! Nasz gnomie, my nie chcemy po prostu żebyś wylądował przed ołtarzem z taką Brown! Hermiona ma ciebie juz w głębokim poważaniu, inne dziewczyny cie nie chcą, a własnej matki nie poślubisz.... chyba, że. ..
- chyba, że Ginny cie przygarnie wraz ze swoim przyszłym chłopakiem. . - dokończył za brata George.
-po moim Trupie ! prędzej przygarnę i wychowam prawdziwego gnoma na prawdziwego mężczyznę niż go wezmę ! - całe pomieszczenie wypełniło się pierzym piórem. Ron nie wiedział z kim zaczął walkę na poduszki ale po chwili nie miał już żadnych szans ze swoją siostrą.
Kochani !
Zapewne wiecie już i zauważyliście, że bardzo rzadko wstawiam nowe rozdziały wiec postanowiłam zainstalować sobie na telefonie blogger a aby pisać nowe rozdziały na każdym kroku. ;-)
NAPRAWDĘ NIE CHCIAŁAM was zaniedbac ale takie czasy. Jeszcze raz przepraszam i obiecuje się poprawić.
PIĘKNE, piękne i jeszcze raz piękne
wrzucam wam filmiki z YT, które inspirują mnie na każdym kroku do pisania tego bloga. ;-)
na początek najlepsze :
.
Rozdział Siedemnasty.
Miłego czytania i ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA! ;-)
- Hermiona córką Voldemorta?! – wypowiedziała się pierwsza Tonks. W tym momencie jej włosy były krwisto czerwone, lecz z każdą chwilą zmieniały kolor na szarawo- brudnawy. – Nasza Mionka, delikatna, grzeczna i niepowtarzalnie mądra jest córką tego.. tego… potwora!
NOMINACJA !
Nimfadora „Dora” Riddl -Tonks- za co dozgonnie dziękuję bo nawet o takim zaszczycie nie marzyłam ! <3
a teraz czas na pytanie, które dostałam. Ekcheem.... :
opowiadanie konkursowe - Drarry.
miłego czytania i zachęcam do oceniania w skali od 0 do 10. ;-3
Wróciłam do pokoju wspólnego ,ledwo weszłam a na sofie zauważyłam mojego brata, nikogo oprócz nas tam nie było. I to wydawało mi się dziwne. Po za tym wiedziałam ,że kiedyś będę musiała z nim porozmawiać, tylko miałam nadzieję ,że to będzie trochę potem.
-Roza...
-Gdzie wszystkich wywiało?-spytałam zanim zdążył dokończyć. Miałam chłodny wyraz twarzy, którego nigdy wcześniej nie używałam w rozmowie z bratem. Serce mnie bolało ,dlatego że w jego zdziwieniu krył się ból a może i strach ,że go przejrzałam? Ale jak mam traktować kogoś kto zdradził swoją rodzinę i czystą krew. Ciekawe czy on wie ,że Czarny Pan za niedługo powróci (wiem o tym bo tata napisał mi w liście ,że znak go piecze), czy ma chociaż najmniejsze pojęcie co z nim zrobi jeśli to ech jego romansidło wyjdzie na jaw, czy chociaż przez chwilę pomyślał ,że okryje nas wszystkich hańbą? Jasne ,że nie...myślenie a zwłaszcza rozważne myślenie nigdy nie było mocną stroną Dracona...I o to rezultaty jego mądrości.
-Roza czy mogłabyś iść ze mną do biblioteki?-spytał wstając. No chyba go pogrzało. Co ja ta szlama Granger by siedzieć w bibliotece?! Spojrzałam na niego unosząc brew.
-Dracon coś mi się wydaję, że jak tam z tobą pójdę to rzucę Avadę na pierwszą lepszą osobę.-ostrzegłam go.
-To może ci się faktycznie nie spodobać,ale proszę pójdź tam dla mnie siostra...-
-Ygr no dobra-warknęłam idąc z nim do tej zakichanej biblioteki. To nie do wiary, od wieków zna idee tą ,którą rodzice głoszą nam od lat, a on całkowicie pozbywa się sprytu i ambicji węża...Merlinie, błagam niech ktoś powie ,że on jest pod działaniem Imperiusa...Coś wydawało mi się ,że muszę mu przypomnieć o tym by na nowo znalazł siebie. W całkowitej ciszy szłam obok niego do biblioteki, prowadził mnie wśród różnych zakurzonych działów, od czasu spotykałam ciekawskie spojrzenia krukonów. W końcu biblioteka jest ich naturalnym środowiskiem. Doprowadził mnie do najbardziej oddalonego stolika, gdzie siedział już Bliznowaty i Rudy. Prychnęłam ze złością, gdy Potter odważył się do mnie uśmiechnąć. Usiadłam obok Draco. Spiorunowałam wzrokiem dłonie Dracona i Pottera gdy się tylko dotknęły. Wyobrażałam sobie w tym momencie ,że rzucam na bliznowatego cruciatusa, a potem imperiusa i rozkazuje mu się utopić. To było by piękne, chociaż mogłabym przed tym rzucić na niego sectrumsepre. Nie muszę chyba po raz kolejny mówić ,że serdecznie go nienawidzę.
-Ekhm więc tak Roza....ja i Harry jesteśmy razem od 4 miesięcy.-powiedział Draco, zachowałam kamienną twarz. Wiedziałam ,że są razem...chwila czy on powiedział od 4 miesięcy?!!!
-Chyba nie oczekujesz, że ja go w jakikolwiek sposób zaakceptuje?-odparłam patrząc z pod łba na gryfonów. Spojrzałam na brata.
-Roza, czyli się nie wściekasz?
-Tego nie powiedziałam.-odparłam zarzucając włosy do tyłu -Teraz najbardziej pragnę by Czarny Pan powrócił i w końcu go ukatrupił, albo jak nie to marzę by własnoręcznie go zabić.-dodałam przesłodzonym tonem celując różdżką w Wybrańca.
-Rozalie...
-Draco czy ty nie rozumiesz ,że szlamy syn nigdy nie będzie jednym z nas?!-podniosłam głos
Rudzielec wycelował różdżkę we mnie i zwrócił się do Pottera.
-No błagam cię Haarry, serio Malfoy? Naprawdę?!
-Ani się waż celować w moją siostrę!-Draco wycelował w Rudego
-Draco, Ron...proszę nie!-pisnął jak dziewczyna. Mało nie wybuchłam śmiechem. Ten pisk mnie rozwalił. Uniosłam ironicznie kąciki ust, myślałam o tym by rzucić jakąś kąśliwą uwagę na ten temat. Nie opuściłam różdżki, z otwartą wrogością powiedziałam do wybrańca dotykając jego krtani różdżką
-Słuchaj Bliznowaty, z jakiegoś nie zrozumiałego powodu mój brat się w tobie zakochał ,tak? Więc jeśli chcesz jeszcze trochę pożyć dobrze radzę ci nie spieprz tego.- opuściłam różdżkę na nowo siadając.
-Dzięki, chyba.-podrapał się w tył głowy.
-Nie dziękuj, bo naprawdę nie masz za co.-odparłam patrząc na mojego bliźniaka -Dobra Draco już się uspokoiłam co wcale nie oznacza ,że nie sądzę ,że hańbisz nasz rodzinny honor...ale spoko twoje życie...a teraz gadać jak do tego tak w ogóle doszło.-dodałam zaciskając pod stołem pięści. Uspokoiłam się wyłącznie tylko ,dlatego żeby zmylić Pottera i rudzielca. Jeszcze nie przyszedł czas by spotkał się z rodzicami. Udawałam ,że mnie serio interesuję jak mój brat postanowił zdradzić nasze ideały. To zaskakujące jak łatwo było ich zwieść do tego stopnia ,że aż przestali nazywać mnie blond francą...Merlinie jeśli to się rozniesie ,że udawałam miłą do gryfonów to ja będę skończona...
