GRY
zachęcam do KOMENTOWANIA, zapisywania się do grup i domów w HOGWARCIE! "Ciężka praca i ból to najlepsi nauczyciele." (Filch)~ "Nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, jest tylko władza i potęga. I mnóstwo ludzi zbyt słabych, by osiągnąć władzę i potęgę." (Quirrell)~ "To nasze wybory ukazują kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności." (Dumbledore) ~"Ból jest częścią człowieczeństwa." (Dumbledore)~ "Obojętność i lekceważenie często wyrządzają więcej krzywd, niż jawna niechęć." (Dumbledore)~ "Czarna magia to mnogość najróżniejszych środków agresji, zmiennych jak kameleon i odwiecznych jak zło i dobro. Walka z nimi przypomina walkę z wielogłowym potworem: utniesz mu jedną głowę, a natychmiast wyrośnie inna, jeszcze groźniejsza i sprytniejsza. To, z czym przychodzi nam walczyć, nigdy nie jest ustalone raz na zawsze, wciąż podlega zmianom, jest niezniszczalne." (Snape) ~ "Wielkość wzbudza zawiść, zawiść rodzi złość, złość sprzyja kłamstwom." (Voldemort)

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział siódmy.

Witam was po długiej przerwie.
Kochani NAPRAWDĘ zachęcam do komentowania.!
czytajcie. :-D






- Fred, na pewno zabezpieczyłeś nasz pokój? – Zapytał podenerwowany George łapiąc za klamkę następnego pomieszczenia, które mieli przeszukać za Wybrańcem.
- George, po raz setny ci powtórzę, NA PEWNO. Przecież byłeś przy mnie jak rzucałem zaklęcie ochronne! – mówił coraz to bardziej wkurzony ciągiem zadawanych pytań o tą samą rzecz prze brata bliźniaka. Nie mógł uwierzyć, że jego własny brat i to bliźniak nie chce mu wierzyć na słowo!
- Ok.,ok, ale jeśli nie zamknąłeś to cała wina zleci na ciebie, pamiętaj.
-Ooch.. daj już mi spokój i wreszcie się na coś przydaj, a nie tylko marudzisz i  marudzisz. Po kim ty to masz.?! – spytał z wpełzającym mu na twarz uśmiechem.
- OOch, no nie wiem, może po tobie, no o przecież przez całe życie mi wypominasz, że jesteś starszy o 2 minuty.!- odpowiedział z ironią chłopak.
- A może zacząłeś myśleć, że Katie cię zdradza i teraz jesteś obrażony na cały świat i tylko marudzić ci się chce.? – Tym razem George przegiął.
-O NIE.! MOJEJ DZIEWCZYNY W TO NIE MIESZAJ.!! – krzyczał zdenerwowany już na Max’a Fred. – Silencio.! I co powiesz teraz.?! – George poruszał bez głośnie wargami z wielkim zdeterminowaniem.
- Ooj.. przepraszam, zapomniałem, że nie możesz mówić. – powiedział z ironią i wielkim złowieszczym uśmiechem gryfon. Chłopak ruszył w stronę następnego pokoju. George po bezgłośnym sprzeciwie ruszył oburzony za bratem. Nie mógł uwierzyć, że jego brat i to brat BLIŹNIAK rzucił na niego zaklęcie wyciszające! Przecież to on prędzej czy później by to zrobił na nim za zawracanie głowy, lecz powód Freda był wytłumaczalny i zrozumiały więc po jakimś czasie przestał już protestować. Zamierzali już zaraz zejść na dół do kuchni i powiedzieć, że na ich piętrze śladów po Wybrańców brak, lecz przed oczami przeleciała im zapłakana Hermiona. Gdy zobaczyła bliźniaków cofnęła się w mgnieniu oka do chłopaków i powiedziała załamanym głosem.
- Myślałam, że możemy sobie ufać. –i od razu poleciała do swojego pokoju jednocześnie zamykając drzwi na cztery spusty.
-Miona, ale o co ci chodzi.?! – krzyczał biegnący już do drzwi pokoju gryfonki Fred.
- No właśnie! My nie wiemy o co ci chodzi kobieto, a ty nie chcesz nam tego w jakiś sposób przybliżyć! – zawtórował już odczarowany w mgnieniu oka przez brata George. Gryfoni stali pod drzwiami dziewczyny chcąc się dowiedzieć o co są oskarżeni, lecz po dłuższym wyczekiwaniu choć na jeden odgłos oprócz szlochania z jej strony dali sobie spokój i zeszli po schodach do kuchni. Z pomieszczenia wychodził właśnie zdesperowany Ron i gdy tylko zobaczył starszych braci jak najszybciej chciał znaleźć się w innym miejscu, tylko aby nie musieć się tłumaczyć przed bliźniakami. Niestety nie umknęło to spostrzegawczym gryfonom i w połowie drogi złapali brata za niebieskawo- żółtą bluzę z kapturem i usadowili go na najbliższym krześle, które nie sprzyjało komfortowi chłopaka.
- Po pierwsze mój drogi – powiedział zdeterminowany George.
- dlaczego chciałeś uniknąć nas przed momentem. –dokończył za niego brat bliźniak.
-Ja.?! Naprawdę sądzicie, że chciałam was unikać.? Nie żartujcie. – mówił podenerwowany gryfon. – naprawdę nie mogę w to uwierzyć, Moi rodzeni bracia pomyśleli, że chcę ich unikać! Nie do pomyslenia.
- Kochany braciszku, niestety nie odziedziczyłeś po nas talentu, który by ci się w tej sytuacji przydał, więc nawet niw próbuj kłamać bo ci to po prostu nie wychodzi. – Powiedział Fred.
- A teraz zmienimy kolejność i zaczniesz od tego co się stało z Hermioną. – znów odezwał się George.
- Ale ja nic nie zrobiłem.! – krzyczał zdesperowany chłopak.
- Jeśli nie, to dlaczego od razu gdy skończyliście robotę Miona wyleciała ze łzami w oczach i zaczęła nam mówić „myślałam, że możemy sobie ufać.” .! – mówił coraz bardziej rozzłoszczony rudzielec.
- Po prostu ona przez przypadek dowiedziała się, że nie powiedzieliście jej, że robicie eksperymenty we własnym pokoju, tylko rzuciliście na nią zaklęcie żeby o niczym się nie dowiedziała… no bo mówiliście, że ona może wszystko wydać naszej mamie… i-i.. ona się na nas zawiodła… - powiedział Jak najciszej potrafił Ron, lecz jego bracia zrozumieli wszystko dokładnie.
-CZY TY JEJ POWIEDZIAŁEŚ, ŻE RZUCILIŚMY NA NIĄ ZAKLĘCIE.?! – krzyknęli oboje na raz takim samym rozwścieczonym tonem na chłopaka.
- T-a-aak, jak-kby.. – wykrztusił z siebie Gryfon.

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział szósty.

Wzięła mnie wena i wstawiam wam następny rozdzialik. :-D

KOMENTUJCIE* KOMENTUJCIE* KOMENTUJCIE* KOMENTUJCIE!





Od razu gdy zauważyli nieobecność Harry’ ego rozpoczęli poszukiwania. Podzielili się na piętra więc zaspani jeszcze Fred i George dostali pierwsze piętro, Ron i Hermiona drugie piętro i trzecie piętro otrzymała niechętna do poszukiwań Gabrielle wraz przestraszoną panią Weasley. Hermiona zabrała się jak najszybciej za szukanie Wybrańca, ponieważ bała się, że sam mógł sobie coś zrobić! Gdy umówili się już kto z kim i gdzie szuka wbiegła w mgnieniu oka na schody i w zastraszającym tempie znalazła się już na drugim piętrze. Ron z lekką niechęcią wymalowaną na twarzy dotarł do niej i spojrzał na nią dziwnym i niespokojnym wzrokiem.
- Miona, według mnie nie ma go po co szukać, przecież jakby chciał to by w każdej chwili przyszedł i…- chłopak wstrzymał na chwilę oddech, jakby się zastanawiał co dokładniej miał powiedzieć- i przeprosił.- dodał ściszonym głosem.
- On ma przeprosić!? Ronaldzie Biliusie Weasley.! Wina jest w tej sytuacji po OBU stronach, więc dopilnuję, abyś TY TEŻ go przeprosił. – powiedziała stanowczo i zrozumiale chyba nawet dla chłopaka.
- Noo.. ale..!
-Nawet nie myśl o tym, że zrzucisz wszystko na Harry’ ego! – powiedziała i zanim chłopak zdążył otworzyć buzię wzięła się za poszukiwanie Wybrańca. Weszła do pierwszego lepszego pokoju, aby tylko nie słuchać więcej narzekań ze strony Rona. Tym pierwszym lepszym pokojem okazał się pokój Freda i George’a.
-Wooww… - wymsknęło się gryfonce gdy tylko zobaczyła kawałek wnętrza ich wspólnego pokoju. Całe pomieszczenie było w ICH stylu. Łóżko było tylko jedno, no bo przecież spali razem, ale nie dlatego, że się bali, tylko dlatego, że po co mają marnować taki kawał pokoju na jeszcze jedno łóżko? Po całym pokoju walały się różne składniki potrzebne do zrobienia tych ich wszystkich rzeczy do kawałów, jak się wchodziło do pokoju wydawało się, że panuje tu niewiadomo jaki śmietnik, lecz gdy się dokładnie przyjrzysz, zobaczysz, że wszystko jest poukładane i zorganizowane według ich własnych zasad.
- Naprawdę nigdy nie byłaś u nich w pokoju? – spytał się już uśmiechnięty chłopak.
-Noo.. byłam, ale wtedy wydawał się NORMALNY. Było czysto jak na  chłopaków ale nie było żadnych takich urządzeń.
- A ty myślałaś, że gdzie niby robią te wszystkie swoje wynalazki? – zapytał coraz bardziej rozbawiony całą tą sytuacją Ron.
- Tak naprawdę to nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale zawsze jak u nich byłam to był jakoś tak INACZEJ. – powiedziała już całkiem zdezorientowana Hermiona.
- Kiedyś im się przez przypadek wymsknęło, że używają jakiego najnowszego zaklęcia… ale nie wiem. Ja jak zawsze wchodziłem to było tak jak teraz. – Hermiona zastanawiała się przez chwilę o jakie zaklęcie mogło im chodzić. I nagle ją olśniło.
- No jasne! Zaklęcie, które rzuca się na osoby, które nie powinny czegoś zobaczyć i wtedy to „coś” stawało się takie jak przedtem. Tylko jak ono szło.. hhmm.. wieem! To było incantaterium.! Achh.. i ja dawałam się na to nabierać przez ten cały czas.?!
- nie tylko ty Miona… nie denerwuj się na nich, oni po prostu nie chcieli żebyś wiedziała, bo mogłabyś powiedzieć wszystko naszej matce, a ona zakazała robić im to w domu.- powiedział spokojnie i stonowanie chłopak, tak aby nie urazić dziewczyny, jednak mu się to nie udało.
-POWIEDZ MI TYLKO CZY ONI UWAŻALI, ŻE JA JAK SIĘ DOWIEM TO WSZYSTKO POWIEM PANI WEASLEY.?!- krzyknęła na jednym tchu gryfonka.
- T-ta-a-k., chyba taak.- powiedział zestresowany Ron. Wiedział, że tak będzie, że Miona będzie wyżywać się właśnie na NIM. Ale tym razem tak nie było. Dziewczyna spojrzała na chłopaka ze łzami w oczach i już miała odbiec, lecz chyba zmieniła zdanie, bo nagle się odwróciła.
- Myślałam, że bardziej się znamy. – powiedziała stanowczo i spokojnie, lecz było widać, że zaraz łzy polecą jej jedna za drugą.

środa, 8 stycznia 2014

rozdział piąty.



 Troszeczkę długo nic nie wstawiałam ale teraz chciałabym to jakoś nadrobić. Rozdział znów pisany z perspektywy Chłopca- który- nie powinien- przeżyć.
Zachęcam do czytania i KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE I JESZCZE RAZ KOMENTUJCIE.!



Harry siedział nabuzowany jeszcze po kolejnej w poprzednich dniach kłótni z Ronem o nieszczęsną sytuację z Gabrielle. Wymsknął się od razu, gdy do akcji weszła zbliżająca się już do kuchni BARDZO zdenerwowana pani Weasley, nie ma się czemu dziwić po tym, w jakim stanie zobaczyła zawsze czystą i zadbaną kuchnię, którą jeszcze wczorajszego wieczora, gdy szła spać zostawiła w stanie idealnym. Próbował wyciszyć się leżąc na zimnym jeszcze materacu na najwyższym piętrze Nory, można powiedzieć, że był to już strych a nie pokój. Po prawej stronie Harry’ego znajdowała się tak zwana przez Weasley’ów „pralnia”. Była to aż niemożliwej szerokości drabina oparta o jedną ze ścian. Drabina rozciągała się na całej szerokości wschodniej ściany pomieszczenia. Na przeciwległej ścianie znajdowały się WSZYSTKIE jakie dotąd zdążyli wynaleźć bliźniacy gadżety poukładane w piramidę, która wyglądała jakby miała się zaraz zawalić na leżącego spokojnie na materacu Wybrańca. Ku zaskoczeniu Harry’ego na suficie były namalowanie, a może raczej lepiej powiedzieć wyczarowane, ponieważ wyglądały jak żywe, wszystkie podobizny rodziny Weasley’ów, zaczynając od Państwa Weasley’ów Molly i Artura, przez najstarszych synów Billa i Charlie’go, sławnego i przemądrzałego  prefekta naczelnego Percy’ego, największych żartownisiów rodziny- bliźniaków Freda i George’a, najlepszego przyjaciela Wybrańca- Rona i najmłodszej latorośli rodziny i jedynej córki Ginny. Charlie’go znał tylko ze zdjęć i opowieści jego braci, gdy opowiadali z dumą o tym, jak ich brat zajmuje się smokami w Rumunii.  Billa poznał trochę bardziej, ponieważ ożenił się z jego przeciwniczką w Turnieju Trójmagicznym – Fleur Delacour. Bill był dla niego bardzo uprzejmy, mógłby  powiedzieć nawet, że przyjął go jak nowego brata w rodzinie. Percy.. nie ma za wielu wspomnień z nim, lecz najbardziej zapadł mu w pamięci jako prefekt naczelny, gdy witał go i innych na pierwszym roku i oprowadzał ich po wieży Gryffindoru. Fred i George… najzabawniejsi żartownisie jakich zdąrzył poznać w swoim życiu,ale zarazem gdy tego trzeba było, ludzie, którzy podnosili wszystkich na duchu, na przykład podczas II Wojny o Hogwart. Ich nie da rady zapomnieć. Ich wspólne wygłupy, żarty na wszystkich, którzy wpadli im w ręce, umieli wykombinować coś nie mając nic. Ale naprawdę na długo nie zapomni ich żartów wobec Umbridge. Gdy Harry tylko przypomniał sobie co tak dokładnie się tam wydarzyło nie umiał powstrzymać łez ze śmiechu. Nie chciał teraz myśleć o Ronie więc zajął się najmłodszą i jedyną córką Weasley’ów. Ginny od samego początku wykazywała wobec niego miętę lecz Harry nie myślał wtedy o dziewczynie i to siostrze jego najbliższych przyjaciół. Nadszedł czas na osobę, o której nie chciał już dzisiaj myśleć. Ron niekiedy miewał swoje humorki, ale był oddanym i szczerym przyjacielem, jego tak naprawdę pierwszym i jedynym przyjacielem płci męskiej. Taak, był jeszcze Neville, ale z Ronem miał lepszy kontakt, choć czasem Neville był naprawdę wzorem do naśladowania dla Rona. Seamus i Dean byli dla niego tak naprawdę tylko współlokatorami, szczególnie po incydencie z Voldemortem, gdy mu nie chcieli uwierzyć. Gdy był już w temacie najlepszych przyjaciół przyszedł czas na Hermionę. Hermiony nie miałby kim zastąpić, ona jest po prostu nie do zastąpienia. Luna.. troszeczkę.. mmhh.. rozkojarzona i dziwaczna lecz, gdy spojrzysz głębiej i porozmawiasz z nią choć chwilę, domyślisz się, że wszystkie ważne informacje, które chce ci przekazać są ukryte w innych słowach i zagadkach słownych. Bo niby dlaczego Luna trafiła do Ravenclaw’u, skoro wszyscy uważają ją za dziwaczną i zagłębioną w swój własny świat? Ta dziewczyna wiedzą i umiejętnościami przewyższa nie jednego dorosłego i sprytnego czarodzieja, a w zagadkach i łamigłówkach nawet sam Dumbledore nie ma z nią szans! Rozmyślał dalej już tylko o bezsensownych sprawach takich jak, co dzisiaj będzie na obiad lecz przypomniał sobie, że już dobre parę godzin siedzi sam w zamkniętym pomieszczeniu na strychu, ponieważ nie miał odwagi po tym incydencie spojrzeć pani Weasley w twarz. Ich kłótnia nie miała sensu! Mógł jej nie wszczynać i teraz zapewne siedziałby razem z wszystkimi domownikami Nory w salonie i zajadał pyszne ciasto jagodowe, które Molly robiła wczoraj cały dzień aby wyszło idealne. Zachłanną ciszę przerwało Harry’emu delikatne pukanie do drzwi.
- Harry… wszystko w porządku? – Spytała spokojnie i zdystansowanie Rudowłosa. Zamknęła za sobą drzwi od strychu i w mgnieniu oka znalazła się obok Wybrańca na materacu. Gryfon czuł się troszeczkę nieswojo gdy zaczęła się do niego zbliżać, lecz Ginny spojrzała mu tylko prosto w oczy i ułożyła się na jego kolanach. Uśmiechnęła się jej najmniej znanym uśmiechem, który mówił  „wszystko będzie w porządku, nie martw się” i zamknęła oczy. Harry’ego naszła chęć, aby ją przytulić i wypłakać wszystkie łzy, które już od dłuższego czasu chciały się z niego uwolnić, lecz tylko pocałował ją w czoło ku zdziwieniu Rudej i położył się całkowicie na materacu. Leżeli tak niewiadomo ile czasu, lecz Wybraniec czuł się przy niej już spokojny i razem zasnęli w głębokim śnie.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział czwarty.

Dzisiaj nie przedłużam.

Zachęcam do komentowania
.! :-D





Hermiona wraz z Ginny po całym incydencie z Harrym i Francuską nie mogły powstrzymywać śmiechu, gdy tylko na widoku pojawiał się Wybraniec. Niestety Harry przez ten cały czas chodził naburmuszony na cały świat, jakby to była ich wina, a nie jego oczywiście. Następnego ranka gryfonki chciały wybrać się we dwójkę na Pokątną po szaty szkolne dla Miony, bo jej ubranie sięgało już zaledwie do połowy łydek. Tego dnia starsza dziewczyna wstała nad ranem i gdy schodziła jeszcze zaspana po wysokich i krętych schodach, za rogiem do kuchni ujrzała kłócących się jej najlepszych przyjaciół.
- Ty tępy idioto! Ta cała akcja była właśnie przez CIEBIE! –Krzyczał zdenerwowany Wybraniec.- Gdybyś nie zaczął drążyć tego tematu nie dostałbym przy wszystkich ciastem w twarz.!
-Przecież to właśnie TY powiedziałeś, że Gabrielle ci się nie podoba.! Więc nie zwalaj wszystkiego na mnie!! – Ron zaczął rzucać wszystkim na lewo i prawo. Pierwszy ucierpiał ulubiony kubek Remusa.
-TY NICZEGO KRETYNIE NIE ROZUMIESZ.! – Harry dostawał już nie raz totalnej furii, lecz ta przezwyciężyła wszystkie dotychczasowe. Wybraniec był tak wściekły, że jego twarz zaczęła przypominać wyglądem drugi stopień wściekłości profesora Snape’a.- GDYBYŚ NIE ZACZĄŁ  TEGO TEMATU NIEBYŁOBY TEGO WSZYSTKIEGO! A JA TERAZ NIE MARNOWAŁBYM SWOJEGO GARDŁA I CZASU NA CIEBIE TY… TY,.. TY GUMOCHŁONIE JEDEN! – Ron  miał chyba zaraz stracić całkowicie kontrolę i rzucić się na chłopaka lecz w tym momencie Hermionie wróciły zmysły.
- Protego! – krzyknęła dziewczyna i od razu chciała podbiec do chłopaków, których odrzuciło na dwie przeciwległe ściany, lecz nie wiedziała do którego ma pobiec pierwszego. Wreszcie po krótkim zmaganiu z rozsądkiem podbiegła do jednego z nich.
-Ron nic ci się nie stało.? Wszystko w porządku.? – spytała rozkojarzona gryfonka, ponieważ jednocześnie przyglądała się Harry’emu czy aby na pewno nie ma w zamiarze nic złego i głupiego do zrobienia. W momencie, gdy Chłopak chciał jej odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie do kuchni weszła najmniej chciana w tym momencie osoba.
-Na Merlina! Co tu się stało.?! – spytała wcześniej zaspana, lecz gdy zobaczyła ten obraz przed oczami całkowicie obudzona Pani Weasley, jakby ktoś w pewnym momencie zrzucił jej na głowę wiadro pełne lodowatej wody. Molly miała rację. Kuchnia, wcześniej czysta, zadbana, wszystkie rzeczy ładnie poukładane w szafkach. Teraz, większość drzwiczek powyrywane z zawiasów, reszta leżała „poturbowana” na ziemi, kilka kubków uszły tylko z lekkim uszczerbkiem na funkcjonalności, lecz większa ilość z nich została doszczętnie potłuczona, a kawałki porozrzucane po całej kuchni w każdym, nawet niewidocznym kącie. Malutkie okno, które wcześniej było perfekcyjnie zakryte przez niebieskawo- turkusową zasłonkę, miało wybitą większą część szyby. Pomieszczenie nie przypominało w żadnym stopniu wcześniejszej przytulnej kuchni. Pani Weasley straciła cierpliwość czekając tak długo na odpowiedź.
-Ronaldzie Biliusie Weasley! Masz mi w tej chwili wyjaśnić co się tutaj stało! – krzyknęła z powagą w głosie.
-Jaa.. no, wiesz.. mamo, po prostuu…
- Ron chciał powiedzieć pani Weasley, że pokłócili się z Harrym o bezsensowną sprawę i troszeczkę ich poniosło.- wytłumaczyła spokojnym i opanowanym głosem za chłopaka Hermiona. Gryfon spojrzał na nią wzrokiem „dziękuję”. Niestety taka odpowiedź nie wystarczyła, aby uspokoić  Molly.
- Kochaniutka nie tłumacz się za nich to nie twoja wina. A teraz Ron, chcę wiedzieć, co DOKŁADNIE się tutaj wydarzyło. – powiedziała stanowczym głosem pani Weasley. Roz ze strachem wymalowanym na twarzy opowiedział matce całą sytuację Nie omijając żadnego epitetu.
- JESZCZE RAZ BO SIĘ CHYBA PRZESŁYSZAŁAM RONALDZIE! CZY WY, POKŁÓCILIŚCIE SIĘ  I ROZNIEŚLIŚCIE MI W DROBNY MAK CAŁĄ KUCHNIĘ Z POWODU WCZORAJSZEGO INCYDENTU!? -  Molly powiedziała to z taką wściekłością, że chyba nawet Snape by się tego nie powstydził.
-T-ta-ak. – powiedział zszokowany jeszcze chłopak po usłyszeniu tonu u swojej matki, którego nawet Fred i George po najgorszych wybrykach nie musieli znosić.
- Niech mnie Godryk trzyma! – powiedziała Molly i usiadła na ledwie stojącym już krześle. – A tak w ogóle to gdzie jest Harry.?! – Dopiero teraz Hermiona i Ron zauważyli nieobecność Wybrańca. Nawet nie wiedzieli w jakim  momencie chłopakowi udało się wymsknąć niezauważonym przez matkę rudzielców.

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział trzeci.

A oto rozdział z perspektywy Harry' ego czyli Chłopca- który - nie powinien- przeżyć.
chyba zamieniam się w Snape'a. Gdzieś przeczytałam ten zwrot i utknął mi w głowie i niestety jak na razie nie zamierza wyjść.
nie przedłużam bardziej i zapraszam do komentowania! :-D








Harry siedział sparaliżowany w szoku z tym co się teraz wydarzyło. Nie wiedział tak dokładnie za co oberwał ciastem od wściekłej francuski i dlaczego ta wybiegła taka wielce obrażona. Siedzieli przecież i nic takiego nie robili, aby ona mogła tak wybuchnąć przy wszystkich i zrobić takie widowisko. Rozmawiali najpierw o Quidditch’u, jak to fajnie byłoby zagrać choć raz z kuzynami Gabrielle i Fleur, ponieważ młodsza dziewczyna bardzo wychwalała swoich kuzynów jacy to oni są wspaniali w tę grę, w którą nie należało zadzierać z gangiem Weasley’ów, Potter’a i większości gryfonów. Gawędzili o tym jakże ciekawym i fascynującym temacie, gdy niepostrzeżenie i w niewiadomy sposób zeszli na temat dziewczyn zapominając o towarzystwie największej rozpowiadaczki w tym pomieszczeniu, choć Gabrielle mogła by się pokusić o wyższy tytuł nawet na skalę światową. Harry powiedział, że nie interesują ją takie dziewczyny jak francuska, która tylko czyha jak któryś facet zacznie wierzyć w jej gierki i sztuczki Willi. No a jak to francuska miała oczywiście swoją cholerną godność i tylko dla tego, że Fred miał szybki refleks i zdążył wyczarować różdżką Muffliato bo tak, to by chyba nie dali rady odpędzić się od wzroków z każdej strony.
- Wi straszni jesteści! Ja jestim najlepszi z nich wszystki! Wi się ni znaci! – zaczęła krzyczeć francuska nie obywając się bez oryginalnych epitetów na temat chłopaków w języku francuskim. W tym momencie dziewczyna wzięła najbliższe ciasto leżące obok ich miejsca ze stołu u trafiła nim prosto w twarz chłopaka. I w tym momencie na nieszczęście Wybrańca zaklęcie straciło na mocy i wszyscy usłyszeli dalszą scenę.
-przecież ja nic nie zrobiłem!- krzyczał za nią chłopak wycierając się ściereczką od pani Weasley.
-Ni! Ti jestiś za głupi żebi to rozumić.! – krzyczała dziewczyna wchodząc już na schody do najbliższej łazienki.
- o czym tak myślisz stary? Od kilku minut siedzisz ze ścierką przyłożoną no policzka z dziwna miną na twarzy.- Spytał się Cormac siadając obok chłopaków. Jego Znajomy miał rację, chyba musiał wyglądać naprawdę dziwnie skoro nawet Cormac zwrócił mu uwagę na jego zachowanie.
- Nie.. nic się nie stało, a może,.. nie, JUŻ wszystko w należytym porządku. – powiedział zdezorientowany Harry.
- A tak właściwie to co mnie ominęło chłopaki?- spytał się chłopak, ale za nim Wybraniec zdążył otworzyć usta, żeby powiedzieć, że nim nadzwyczajnego bliźniaki opowiedzieli mu wszystko ze szczegółami.
-No i Harry dostał od niej ciastem w twarz.- powiedział jeszcze z ukrywanym uśmiechem Fred.
-Ale nie było tak źle, bo przecież ciasto było upieczone przez naszą matkę, a mogło być przez naszego kochanego profesora Snape’a.- Dodał George , któremu nie udało się już tak umiejętnie ukryć śmiechu jak jego bliźniakowi.
-I z czego tak rżycie?! – wrzasnął Harry i wybiegł w furii do swojego pokoju.