i Następne Dramione przesłane przez Paula Rzeminska. zachęcam do oceniania w skali od 0 do 10. ;-)
Hermiona szła korytarzami Hogwartu z dumnie uniesioną głową. Dostała
dziś W z eliksirów. Profesor Snape nigdy nie dawał W nawet Hermionie,
jeśli chodzi oczywiście o Gryffindor. Jakież było zdziwienie niemal
całego Hogartu, gdy wszyscy dowiedzieli się o tym co nastąpiło na
lekcjach u Snapa. Oczywiście Hermiona nie była mniej zdumiona niż
wszyscy inni. Wiadomo było, iż profesor eliksirów faworyzuje swoich
wychowanków z domu Salazara Slytherina i nikt nie spodziewano się zmiany
sytuacji. Jak już było wspomniane zdziwiony był niemal cały Hogwart co
robi kolosalną różnicę.
Jedynym, który wydawał się nie poruszony
tym zdarzeniem był Draco Malfoy. Właściwie to dzięki niemu dziewczyna
otrzymała ten stopień. Ta mądra czarownica zasługiwała na to, od
pierwszego roku, a tym czasem zdobyła ten stopień dopiero na siódmym
roku. Ileż Draco musiał się starać by profesor zwany nietoperzem
przystał na tą propozycję, a raczej żądanie. Pan Malfoy wracający z
gabinetu Snapa szedł pogrążony w myślach. Jego twarz nadal pozostawała w
wyrazie aroganckiego niezainteresowania, jednak jego serce biło
szybciej z powodu jego myśli o najmądrzejszej czarownicy od czasów
Roweny Ravenclaw.
Nagle wpadł na kogoś. Rozległ się krzyk jakiejś dziewczyny. Draco utrzymał równowagę i odezwał się:
-Uważaj jak łazisz.
-Chyba ty Malfoy.
Chłopak słysząc ten głos spojrzał na dziewczynę leżącą na ziemi.
Zobaczył kasztanowe włosy i piękne oczy. Kolana się pod nim ugięły.
-Prze-prze-przepraszam. Nie zauważyłem cię.-zaczął jąkając się.
-Co?-zdziwiła się Hermiona- Malfoy, dobrze się czujesz?
-Ja?-zapytał głupio Draco
-Tak, ty. To do ciebie nie podobne przepraszać za coś.
-No cóż, to była moja wina Hermiono, więc…
-Zaraz, co? Nazwałeś mnie Hermioną? Od kiedy nie jestem szlamą?
-No…przepraszam, że cię tak nazywałem, ale byłem pod wpływem mojego
ojca, a, że jest teraz w Azkabanie, to nie naciska już na mnie.
-Wiesz, nie sądziłam, że kiedykolwiek usłyszę coś takiego od wielkiego arystokraty, czarodzieja czystej krwi.
-Oj, no dajmy temu spokój.
Draco unikając wzroku czarownicy rozejrzał się wokół. Nikogo nie było na korytarzu.
-Hermiono, bo wiesz… chciałem zapytać czy…
Przerwały mu czyjeś krzyki. Do holu wpadło dwóch chłopaków, których ani
Draco, ani Hermiona nie znali, ale słyszeli o ich ciągłych awanturach.
Jeden z nich odbił dziewczynę tego drugiego i teraz ciągle rzucają w
siebie zaklęciami.
- Najwyraźniej nie chciała takiego mięczaka jak
ty. Zresztą, jest tyle warta co szkolne miotły, a co najlepsze jest we
mnie zakochana po uszy.
-Nie waż się tak o niej wyrażać.
-Bo co mi zrobisz? Potraktujesz Avada Kedavra?
-A co? Założysz się?
Chłopak zbladł i na chwilę stracił rezon, ale zaraz się opanował.
-Nie zrobisz tego. –powiedział lekko przestraszonym głosem, próbując ratować resztki swojej godności.
-Mnie się nie obraża, a to samo tyczy się mojej dziewczyny, którą perfidnie mi odebrałeś.
Skierował różdżkę w stronę chłopaka, który patrzył na nią
sparaliżowany. Drugi chłopak się opamiętał i także wycelował w niego
różdżkę. W jednej chwili oboje wypowiedzieli zaklęcia. Różdżki jednego z
chłopaków wystrzeliło zielone światło, a w ostatniej chwili ten sam
chłopak poleciał do tyłu, a mordercze zaklęcie poleciało wprost na
Hermionę. Pierwszy zareagował Draco. Chciał osłonić Hermionę, ale nie
zdążył. Zielone światło trafiło dziewczynę.
-Nie!-krzyknął Malfoy
Gdy dwaj chłopcy zorientowali się co zrobili podbiegli do nich.
-Ja nie…
Urwał, a Draco natychmiast krzyknął do nich:
-Biegnijcie po pannę Pomfrey, albo nie, lepiej po Dumbledora.
Żaden z nich się nie ruszył, tylko wpatrywali się w Hermionę.
-Już, wy nędzne szczury!
Tym razem posłuchali. Draco został sam z dziewczyną. Nagle przypomniał
sobie zaklęcie, jakie czytał kiedyś w księdze o czarnej magii. Była to
formułka, która przywracała komuś życie. Wiadomo jednak, że był w tym
jakiś haczyk. Osoba rzucająca zaklęcie musiała umrzeć. Zdecydował. Ona
bardziej przyda się światu. Po jego nieskazitelnym policzku spłynęła
łza. Zaczął recytować:
-Ta osoba jest mi droższa niż sam ja. Przywróć życie jej, w zamian…
-Nie!-krzyknął głos jakiegoś starszego mężczyzny. Draco przerwał
recytację i spojrzał w stronę, z której dochodził głos. To był
Dumbledore, jednak nikogo z nim nie było. –Nie rób tego.
On jednak zignorował to i zaczął od nowa swoją formułkę:
-Ta osoba jest mi droższa niż sam ja.-chłopak usłyszał jak prawie równo
z nim formułkę zaczął Dumbledore, jednak nadal kontynuował formułkę
jeszcze głośniej i szybciej-Przywróć jej życie, w zamian za moje. Jestem
zdecydowany w pełni. Oddaje jej swoje życie.
Hermiona poruszyła się
w jego ramionach. Dumbledore kończył recytację, ale urwał w pół słowa,
gdy stało się jasne, iż Draco go uprzedził. Dziewczyna otwarła oczy i
usiadła gwałtownie widząc Nad sobą Malfoya.
-Ja żyję?-zapytała.
-Hermiono ja…-zaczął Draco, ale urwał gdy wstrząsnął nim spazm bólu.
-Przepraszam. Próbowałem panno Granger.-odezwał się Dumbledore- On ożywił panią, ale swoim kosztem.
Hermiona po tych słowach rzuciła się ku Malfoyowi. Jego twarz była wykrzywiona w grymasie bólu.
-Kocham cię-powiedział.
-Też cie kocham Draco. Nigdy ci tego nie powiedziałam, ale kocham cię.
-Zawsze byłaś w moim sercu. Nigdy cię nie opuszczę.
Hermiona zaczęła szlochać. Jej łzy kapały na policzek Draco. Nagle
przestał się ruszać. Młoda czarownica ukryła twarz w jego ramieniu i
zaczęła gorzko płakać.
Poczuła ruch. Szybko poderwała głowę i
spojrzała na twarz Draco. Jego powieki się poruszyły i otworzył oczy.
Usiadł, a Hermiona go pocałowała.
Zwróciła się do Dumbledora:
-Jak to możliwe?
-Łzy prawdziwej miłości. Tak, to nie są puste słowa, że miłość zwycięży
nawet śmierć. To czysta prawda. Dwie osoby muszą się naprawdę kochać,
aby przezwyciężyć śmierć. To najlepszy dowód na czyste uczucie.
Po chwili profesor odszedł zostawiając pare samą, bo byli już niewątpliwie parą. Siedzieli na podłodze trzymając się za ręce.
-Zawsze cię kochałem.-wyznał Draco Hermionie.
-Ja ciebie też, choć zauważ, że nie okazywaliśmy tego najlepiej.
Zaśmiali się oboje.
-Razem?-zapytała czarownica.
-Zawsze-odparł Malfoy.
Okej. Mam wrażenie, że już gdzieś coś podobnego czytałam. Nie wiem dlaczego. Początek a w zasadzie początkowa wymiana zdań głównych bohaterów była bardzo humorystyczna. Przynajmniej w moim mniemaniu. Taka słodka ta miniaturka. Szczególnie ta końcówka. I zadziwię...Końcówka mi się spodobała :D Daje 10/10. Tak ta historia na pewno na tę ocenę zasługuję.
OdpowiedzUsuń