no i znowu kolejne dramione.... ech, ale tym razem coś ciekawego, bo autorka chciałaby zostać anonimowa, a żebyście wiedzieli na kogo głosujecie podpisała się Princess Andromeda.
miłego czytania i zachęcam do oceniania opowiadań w skali od 0 do 10. ;-)
Londyn, 12.06.2000r.
Drogi Draco!
Od kąd zamknęli Cię tam minęły
dwa okrągłe lata. A przez ten czas nawet raz do Ciebie nie napisałam.
Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, ale przechodziłam niemałe załamanie
nerwowe. Jeśli nie chcesz mnie znać, zrozumiem to. A mam Ci tyle do
opowiedzenia!
Najpierw chciałabym Ci powiedzieć, żebyś wiedział i o
tym zawsze pamiętał – jesteś dla mnie najważniejszy i nikt poza tobą się
dla mnie nie liczy. Kocham Cię.
Gdy usłyszałam wyrok, pomyślałam
sobie: Cztery lata, to nie tak dużo...Zleci i znowu będziemy mogli być
razem; Myliłam się. Pierwszy miesiąc był dla mnie katorgą. Rozpoznawanie
ciał, ciągłe przesłuchania. Nie mogłam tego znieść. Nieustanny ból po
stracie tylu ukochanych osób przewyższał moje siły, dodatkowo nie było
Cię przy mnie, nie miał kto mnie pocieszyć. Chole*nie tęskniłam, to
mnie zżerało od środka. Może dlatego wtedy nie napisałam...?
Szukałam moich rodziców. Nie odnalazłam. To mnie dobiło do reszty.
Czasami myślałam o tym, by skończyć ze swoim życiem. Bo tak byłoby
lepiej. Nikt by nie tęsknił. W takich chwilach przypominałam sobie twoje
ostatnie słowa, zanim Cię zabrali: Trzymaj się i pamiętaj, że ja Cię
nigdy nie opuszczę. Wrócę tu i będziemy razem. Nic sobie nie zrób. Zrób
to dla mnie...kocham Cię...;Dźwięczą mi w uszach do tej pory.
Czasami siadałam, wyciągałam pergamin pióro i pisałam datę. Nagłówek,a
potem pustka. Zupełnie nie wiedziałam co do Ciebie napisać. Bo co?
Napisałabym : Hej Draco, no wiem, że nie dawałam znaku życia, ale
pomyślałam sobie, że jednak by wypadało?; Głupio się czuję i jest mi
strasznie wstyd, że nie pisałam tyle czasu. Wciąż jednak łudzę w sobie
nadzieję, że otworzysz list i go przeczytasz.
Osiem miesięcy od
tamtej pamiętliwej daty, dostałam zaproszenie na ślub. Ginny i
Zabini’ego. Ruda długo mnie namawiała, żebym przyszła i została jej
świadkową. Świadkową nie chciałam zostać...Dlaczego? Bo może świadkowa
musi tańczyć ze świadkiem? A z własnego doświadczenia wiem, że Theodor
nie jest zbyt dobrym tancerzem. Gdybyś tu z nami był, to napewno ty byś
został świadkiem, a ty potrafisz tańczyć. No tak, z tobą nie musiałam
się martwić o to czy będę miała podeptane stopy...
Zostałam matką
chrzestną. Młodego Zabini’ego. Anthony Dracon Zabini. Ginny nie chciała
się zgodzić na drugie imię, bo dobrze wiesz – nie do końca Cię lubi.
Blaise się uparł, uznał, że chce aby jego syn nosił drugie imię po jego
przyjacielu, dzięki któremu on nie wylądował tam gdzie jesteś teraz ty.
Gin chciała, żeby na drugie miał William, bo bardzo jej się tak
podobało. Ojcem chrzestnym jest George.
W rok po twoim zamknięciu
zaczęłam szukać pracy – no i zostałam uzdrowicielem. W pracy odcinałam
się od mojej nędznej rzeczywistości którą ubarwiały choć trochę wizyty
państwa Zabini z moim ukochanym chrześniakiem. W szpitalu poznałam
twojego byłego „współlokatora”. John Coffey. Trafił do nas, bo ktoś
postanowił sam się z nim rozprawić. Mówił mi, że często o mnie mówiłeś i
poznał mnie po twoich opisach. Mówił, że bardzo za mną tęsknisz...Było
mi strasznie przykro. Ja do Ciebie nie napisałam ani słowa, ale ty wciąż
o mnie pamiętałeś...
Nie związałam się z nikim, z nikim nie byłam.
Od dwóch lat jedynymi mężczyznami z jakimi mam kontkat są Harry, George,
Blaise i mały, kochany Tony.
Harry myślał, że jestem głupia. Wiesz z
kim się ożenił? Z Parkinson! A dodatkowo chciał i mnie i ją przekonać,
żebym to ja została jej świadkową! W tedy w jednym byłyśmy zgodne: Harry
do reszty zgłupiał. Powiedziałam mu, ze jeśli zamiast ślubu chce mieć
jedną wielką walkę, to chętnie. Dobrze wiedział, że ja i ona się nie
znosimy. Nie mogłyśmy wytrzymać w jednym pomieszczeniu piętnastu minut, a
on tu mówił o całej ceremonii ślubnej i weselu na którym miałabym
siedzieć centralnie obok niej! W ostateczności Harry zgodził się na nasz
układ: Ja zostanę świadkową Parkinson, a on pozwoli nam zorganizować
wieczór panieński. I podczas tego wieczoru bawiłam się tak dobrze po raz
pierwszy od lat. Dogadałam się Parkinson, a na ślubie już błyśmy do
siebie po imieniu. Teraz mamy ze sobą bardzo dobre kontakty,a Pansy
spodziewa się młodego Potter’a.
Zależy mi na tobie, pragnę byś to
wiedział. Nie oczekuj ode mnie tego, że Cię odwiedzę. Mogę nie dostać
zgody, po za tym nie wiem czy wzbiorę się na odwagę. Gdy w końcu z tąd
wyjdziesz będę czekać na ciebie w parku, tam gdzie pierwszy raz się
pocałowaliśmy. Przyjdź.
Tęsknie za tobą kochanie. Kocham Cię. Na zawsze twoja,
Hermiona
Szum liści.
Skrzypnięcie ławki.
Godzina ósma.
Za chwilę powienieś tu przyjść.
Słyszę trzask teleportcji.
Upadek walizki na ziemię.
Kroki po żwirze.
Unoszę głowę.
Widzę ciebie.
Patrzysz sie na mnie pytająco.
Jesteś wychudzony.
Uśmiecham się do ciebie delikatnie.
Wstaję.
A ty już wiesz co masz zrobić.
Podchodzisz szybko.
I przytulasz unosząc do góry, obracając się kilka razy.
Całujesz mnie.
- Tęskniłem.
A cały świat, zaczął się śmiać.
Ślizna miniaturka i chyba po raz pierwszy zadowala mnie zakończenie. Takie romantyczne i słodkie. Cała miniaturka jest taka... Prawdziwa jak by były w niej opisane prawdziwe wydarzenia. Z powodów wymienionych powyżej daję 10,5/10
OdpowiedzUsuńD.
boskie
OdpowiedzUsuń