piszcie w komentarzach waszą opinię w skali 0 do 10.
opowiadanie przysłała Klaudia Ciesiółka. ;-)
Snape leżał
na łóżku w sekretnym pokoju, wpatrując się tępo w sufit. Starał się nie mrugać,
skupiał na tym całą swoją uwagę, jakby było to tego warte. Westchnął ciężko,
wbijając przydługie paznokcie w wewnętrzną część prawej dłoni. Przełknął głośno
ślinę, po czym odetchnął, zatrzymując w płucach powietrze na tyle, ile tylko
mógł wytrzymać. Próbował opanować się przed dziwnym uczuciem, że znajduje się w
nieodpowiednim miejscu, jednak nie był w stanie, bo ta myśl wirowała mu w
głowie, jak przyczepiona do magicznego bumerangu. W końcu zaklął cicho pod
nosem i usiadł, ignorując skrzypienie łóżka.
Pukanie do drzwi kompletnie zbiło go z
tropu. Na początku nie chciał nawet wyjść z pokoju. Ba! Nie chciał nawet zejść
z łóżka! W końcu jednak zdecydował się sprawdzić kto dobija się do drzwi, jakby
chciał je wyważyć. Ścisnął mocniej różdżkę i zaczął schodzić po schodach.
Ominął ten trzeci od dołu, nie chcąc wpaść nie wiadomo gdzie – Snape nie był
przekonany, co do posiadania piwnicy – równie dobrze mogła to być zwykła dziura
pod drewnianymi schodami. Nie chciał tego sprawdzać na własnej skórze. A
przynajmniej nie dzisiaj.
Otworzył drzwi, odrobinę dziwnie się
czując, choć powód tego był mu nieznany. Dopiero kiedy zauważył rude włosy
swojego gościa zrozumiał, czemu jego serce nagle tak gwałtownie przyspieszyło.
To działo się po prostu automatycznie, jakby Lily Evans równała się z
podwyższonym ciśnieniem i mokrymi od potu dłońmi i innymi objawami, z którymi
Severus nigdy wcześniej się nie spotykał. To było irytujące i krępujące.
-Lily? –
zapytał ją głupio, jakby nie wierzył, że Evansówna właśnie zapukała do jego
drzwi. – Nie… nie spodziewałem się Ciebie tutaj.
O Jashinie! Prawie siedemnastoletni chłopak
rozbraja śmierciożercę, jakby był niewinnym pierwszoklasistą, a nie może
wyrzucić z siebie nic mądrego w rozmowie z piękną dziewczyną? Nie, to nie
świadczyło za dobrze o Severusie Snape’ie. Zdecydowanie obniżało jego ogólną
ocenę.
-Myślałam o
tym wszystkim… – szepnęła, nerwowo, skubiąc się w palce. Nie patrzyła mu w
oczy, tylko na swoje stopy. Na nogach miała czarne, wysokie kozaki, ale Sev
wątpił, by dziewczyna widziała je po raz pierwszy, że tak bardzo się na nich
skupiała. – Chciałabym z tobą być.
Dobrze, że nic nie pił, bo pewnie właśnie
zacząłby się dusić, a jakoś nigdy nie ćwiczył zaklęć na „samo-oddławienie-się”.
Prawdę mówiąc, wątpił że takie w ogóle istniało. Przyjrzał się jej uważnie,
przechylając głowę na prawą stronę. Zmarszczył delikatnie brwi, cofając się o
jeden krok wgłąb mieszkania.
-Lily, czy ty…
czy ty oberwałaś jakimś zaklęciem? – zapytał, opierając się o ścianę.
Dziewczyna spojrzała na niego z oburzeniem.
Weszła do pomieszczenia i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zmarszczone brwi oraz usta
zaciśnięte w cienką kreskę na pewno nie służyły jej urodzie i Snape nie mógł
obejść się wrażeniu, że po prostu kompletnie do niej nie pasują. Przyzwyczajony
do wesołego uśmiechu przypatrywał się jej odrobinę zmieszany. Po pierwsze
słowa, które powiedziała. Po drugie ta mina. Po trzecie stanowczość z jaką teraz
go lustrowała. Nie wiedział za bardzo, co myśleć. W końcu Lily zmieniła wyraz
twarzy. Mięśnie się rozluźniły, a ona wyciągnęła rękę w stronę Severusa.
Przesunęła opuszkami palców po jego ramieniu, co spowodowało automatycznie
ciarki.
-Mówiłam
serio.
I Snape widział teraz na jej twarzy, że
żartować po prostu nie mogła, choć nadal trudno było mu w to uwierzyć. Spojrzał
wymownie na jej palce zaciskające się na swoim nadgarstku i mimowolnie się
uśmiechnął. Nie zmuszał jej do tego, a i tak tu przyszła. Nie zmuszał jej do
tego, a i tak chciała z nim być. Nie zmuszał jej do tego, a i tak teraz
trzymała go za rękę.
-A James…? –
zapytał, choć jego serce błagało by się tym po prostu nie przejmował. Nie mógł.
To chyba jasne, prawda?
James Potter podawał się za jej chłopaka, a
Lily wciąż, jakby nie patrzeć, brana była za jego dziewczynę. Gdzie tam miejsce
dla Severusa? No właśnie. Dlatego to pytanie było tak niezbędne. Przyglądał się
uważnie zmianom na twarzy dziewczyny. Po raz kolejny jej usta wykrzywił grymas,
którego nie potrafił do końca zinterpretować. Nie podobało jej się, że wspomina
Jamesa? A może to, że w ogóle wymawia jego imię? Pokłócili się? Może była jakaś
wielka awantura? Może Lily potrzebowała wsparcia? A może…
-Z nim też
chcę być.
A może nic się nie zmieniło, a Lily Potter
bawi się jego uczuciami. Westchnął cicho, wyrywając dłoń z jej uścisku. Nie
rozumiał zupełnie dlaczego to robi.Usiadł na kanapie i pochylił się lekko do
przodu, by oprzeć się łokciami o kolana. Uniósł wzrok na dziewczynę, a w jego
oczach widać było po prostu smutek. Nie tyle zazdrość, niezrozumienie, złość.
Po prostu smutek, ten najzwyczajniejszy. Ten sam, który czujemy, gdy
dowiadujemy się, że ktoś nam bliski odszedł, gdy nasza miłość łamie nam serce.
Możesz nazwać to rozpaczą, jednak zdarzają się gorsze rzeczy, do których słowo
„rozpacz” pasuje dużo lepiej.
-Więc po co
tutaj jesteś?
Nawet nie chciał oto pytać. Już nic go to
nie obchodziło. Jego przyjaciółka, jeżeli wciąż nią była, po raz kolejny
postanowiła zakpić z jego uczuć. Przez chwilę chciał ją nawet wyrzucić z domu.
Niech idzie, niech nigdy więcej nie pokazuje mu się na oczy. Tak, byłoby
najlepiej. Gdyby tylko nie był tak szaleńczo w niej zakochany, plan mógłby się
nawet powieść. Opuścił wzrok, by kolejno poczuć jak zaczyna panować nad nim
złość, coś co wcześniej po prostu nie miało prawa być panem jego ciała. Teraz
jednak wstał i kopnął w krzesło stojące nieopodal. To, kruche i stare,
drewniane siedzenie rozpadło się od razu. Widząc to, Gryfonka cofnęła się o krok.
Jeszcze nie widziała nigdy swojego przyjaciela w takim stanie. Zaciskającego
dłonie w pięści, mrużącego wściekle powieki, psującego wszystko, co mu wpadło w
ręce. To nie był Snape. Nie jej Snape.
-Severusie…
– zaczęła z wahaniem, wyciągając w jego stronę rękę, ale ten nawet nie zwrócił
na nią uwagi. Pokręcił tylko z niedowierzaniem głową, po czym wyszedł z domu.
Skoro nie był w stanie wyrzucić jej z mieszkania, to sam musiał je opuścić, by
przestać patrzeć na jej anielską twarz, otoczoną kaskadą rudych włosów. Nie
mógł przecież tam stać jak słup soli i pozwalać sobie, by z niego kpiła! Nawet
ona nie powinna tego robić. Tym bardziej ona.
Wybiegła za nim. Czarnowłosy doskonale
słyszał jej kroki, jednak nie odwrócił się. Szedł przed siebie, omijając kolejne
obskurne budowle, nie omiatając ich nawet wzrokiem. Całą swoją uwagę skupiał
obecnie na tym, by być jak najdalej. Najchętniej teleportowałby się stąd,
jednak nie miał jeszcze skończonych siedemnastu lat, a w odróżnieniu od Lily,
mu nie pozostało nic innego niż szkoła…
-Severusie…
– powtórzyła błagalnie, stając w miejscu.
I on też stanął, nie mogąc znieść tej
proszącej nuty w jej głosie. Przeklął siebie w duchu, że jest tak miękki, tak
uczuciowy i tak beznadziejnie zakochany w nieodpowiedniej kobiecie. Odwrócił
się powoli w jej stronę, przygryzając dolną wargę, prawie do krwi. Czego ona
jeszcze od niego chciała. Przecież wiedziała w jaki sposób na niego działa!
Wiedziała, ile Sev wkłada w to, by ją teraz ignorować! Wiedziała, ile bólu
sprawia mu teraz patrzenie na nią. A i tak nic sobie z tego nie robiła…
Podeszła do niego powoli, kładąc ręce na jego policzkach. Nie był w stanie
nawet się jej wyrwać. Po prostu stał w miejscu. Jej delikatne dłonie parzyły go
teraz niemiłosiernie, jakby właśnie stykał się z żywym ogniem. Stanęła na
palcach, by dosięgnąć jego ust. Nie odwzajemnił jej pocałunku. Niczym kamień,
zwyczajny posąg tkwił w miejscu, wręcz błagając własne ciało, by nie reagowało
na tę pieszczotę. Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną. Uniosła błagalnie
wzrok na jego twarz, znając moc tego spojrzenia.
-Pocałuj
mnie, proszę… – szepnęła.
Pocałował. Wcale nie krótko, wcale nie
beznamiętnie. Włożył w ten pocałunek tyle serca, ile tylko jeszcze mu go
pozostało. Przelał w niego wszystko, co go bolało, wszystko, co ta dziewczyna z
nim zrobiła. Oddał jej to. Niech zabierze teraz od niego ból i cierpienie.
Kiedy w końcu oderwał się od niej, po raz kolejny odsunął się na krok.
-A teraz,
daj mi spokój – powiedział spokojnym tonem, odwracając się od dziewczyny. I już
nie słyszał jej kroków. Nie słyszał jej słów. Nie odwrócił się jednak, by
sprawdzić czy nadal tam stała. On zaś, zaciskając dłonie w pięści, próbował
przekonać samego siebie, że właściwie postąpił.
Postanowiłam ocenić wszystkie miniaturki ;)
OdpowiedzUsuńMimo, że nie przepadam za Snily to muszę powiedzieć, że jest piękne.
Dałabym tu 10, bo chociaż chciałam (oj ci...) nie mogę się niczego złego doszukać... oprócz jednego czy dwóch powtórzeń ;)
Piękna ta miniaturka. Nie mogę doszukać się żadnych rażących błędów (żadnych błędów). Ta końcówka jednak... Cóż jak bym mogła wybierać dała bym inne zakończenie. Daje 9/10.
OdpowiedzUsuń