Autorka się postarała i nawet nazwała opowiadanie. ;-)
miłego czytania i zachęcam do wyrażania swojej opinii w skali 0 do 10.
opowiadanie przesłane przez Olę Złotowską. ;-)
"Ukrywając się za maskami..."
Paryż, październik 2004r.
Hermiona szybkim krokiem przemierzała paryskie uliczki.
Dzisiejszego dnia miała rozpocząć pracę w tutejszej filii św. Munga, otworzonej
przed miesiącem. Idąc coraz szybciej i mijając kolejnych ludzi rozmyślała nad
tym, w jaki sposób w ogóle się tu znalazła.
Po wygranej bitwie o Hogwart w 1998 roku, wszyscy walczący po
stronie "dobra" zajęli się pochówkiem zmarłych, uzdrawianiem rannych
i odbudową Hogwartu. Ron, Harry i Hermiona również pomagali odbudować stary
zamek - miejsce o tak wielkim znaczeniu dla wielu osób. Nie była to łatwa
praca, gdyż w wielu miejscach konstrukcja zamku została silnie naruszona,
dlatego w niektórych częściach rozbierano magicznie fundamenty i odbudowywano
wieże od nowa.
Ministerstwo zajęło się natomiast wyśledzeniem pozostałych,
zbiegłych Śmierciożerców oraz ich procesami karnymi przed Wizengamotem.
Hermiona nadal pamiętała swoje zdumienie, gdy okazało się, że Lucjusz Malfoy
oraz jego syn i żona byli szpiegami Ministerstwa Magii i Zakonu Feniksa. Ich
tożsamość znało ledwie kilka osób, w tym kilku już nie żyjących, czyli między
innymi byli to: Albus Dumbledore,
Korneliusz Knot, Remus Lupin. Malfoy przeszedł na początku mocne załamanie
nerwowe, nie radził sobie z tym, że przez tyle lat musiał grać, wbrew sobie,
dumnego, wyniosłego arystokratę, a po tym jak się ujawnił, większość ludzi mu
nie wierzyła. Dziewczyna była zszokowana tym, że jeden z najlepszych
Śmierciożerców okazał się wierny tej drugiej, dobrej stronie. Mniejszym szokiem
było dla niej to, że Severus Snape również był szpiegiem i został uniewinniony.
Od początku podejrzewała, że Snape jest po ich stronie.
Pod koniec sierpnia 1998 roku Hogwart został odbudowany, Minerva
McGonagall mianowana dyrektorem, a Snape który również powrócił do nauczania
objął stanowisko nauczyciela eliksirów, obrony przed czarną magią oraz
zaproponowanej mu pozycji wicedyrektora.
Hermiona jako jedyna ze Złotego Trio powróciła do Hogwartu, aby
ukończyć ostatni rok nauki. Harry i Ron skorzystali z propozycji Ministra Magii
Shackelbolt'a i po krótkim, miesięcznym kursie zostali pełnoprawnymi aurorami -
jednym słowem - poszli na łatwiznę, czerpiąc ze swojej sławy korzyści. Siódmy
rok był inny - poczynając od nieco innego wyglądu zamku, poprzez częściowo nową
kadrę nauczycielską, aż po to, że Snape porzucił image mrocznego nietoperza,
skrócił włosy, które były codziennie umyte, a czasem nawet włożył
ciemnozieloną, szmaragdową szatę, zamiast zwyczajowej czerni. Był to największy
sukces i jednocześnie największy szok.
Panna Granger rzuciła się w wir nauki - postanowiła zostać
uzdrowicielem, ale żeby to zrobić musiała zdać OWTM'y na wybitne z eliksirów,
obrony przed czarną magią, transmutacji, zaklęć oraz zielarstwa. Wszystko
układało się po jej myśli, wszystko było cudownie, mimo, że czasem była nieco
samotna.
Pewnego dnia, gdy siedziała w Wielkiej Sali, przyłapała się na tym,
że świdrowała wzrokiem Draco Malfoy'a. Chłopak również się zmienił. Jego długie
kosmyki blond włosów były rozrzucone w twórczym nieładzie po całej głowie,
ciało stało się muskularne, spojrzenie ożywiło. Jest przystojny, pomyślała. W czasie roku szkolnego zauważyła też
zmianę w jego zachowaniu - Malfoy odsunął się od swojego dawnego towarzystwa,
jedyna osoba z którą normalnie rozmawiał to Blaise Zabini, poza tym przestał
dokuczać i zaczepiać innych, skończyły się wyzwiska w stylu "Ty,
szlamo!", a zaczęły delikatne skinięcia głową na dzień dobry.
Pewnego sobotniego poranka, gdy Miona siedziała w bibliotece i
starała się odszukać jakieś przydatne materiały do eseju z eliksirów, nagle
obok niej pojawił się Malfoy. Spojrzała na niego zdziwiona, ale ten zaczął
szybko mówić.
- Cześć, Granger. Proszę, nie przerywaj mi. Wiem, że w ostatnich
latach zachowywałem się wobec ciebie gorzej niż źle i jest mi bardzo przykro,
że przez pierwsze trzy lata robiłem to z własnej woli, jednak później, dzięki
ojcu otrząsnąłem się. Niestety musiałem nadal was wszystkich przezywać, żeby
utrzymać naszą szpiegowską przykrywkę. Chciałem... Chciałem cię bardzo
przeprosić i prosić o to, abyś postarała się mnie zrozumieć. Nie wybaczyć, nie
zapomnieć - wiem, że to zdecydowanie za dużo, ale przynajmniej odrobinę
zrozumieć moje motywy i przyczyny takiego postępowania... - prawie wyszeptał
ostatnie słowa, spuszczając wzrok.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, patrząc na zawstydzonego chłopaka.
Wiedziała, że takie przyznanie się do błędu musiało być dla niego trudne, więc
postanowiła to docenić.
- Draco, bardzo cieszę się, że zdecydowałeś mi to wytłumaczyć i
przeprosić. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego, tak samo jak tego, że
twoja rodzina szpieguje dla Zakonu Feniksa. Wiem, jednak, że w dużej mierze, to
dzięki wam udało nam się wygrać. I jeśli obiecasz mi, że nigdy nie wyzwiesz
nikogo od szlamy, to mogę ci to wszystko wybaczyć.
Chłopak patrzył na nią w otępieniu. "Ona powiedziała... wybaczyć? Ale jak?" - myślał
gorączkowo. - Ja... Ja nie wiem co powiedzieć. Obiecuję, że nigdy nikogo nie
nazwę "szlamą"... Ja... Dziękuję. - Spojrzał jej w oczy, w których
zauważył kilka iskierek radości. Nie spodziewał się, że Hermiona mu wybaczy, a
co dopiero tego, że gdy skończył mówić podejdzie i go przytuli.
- Nie ma sprawy. Cieszę się, że jesteś po słusznej stronie. - I
odeszła.
Od tego czasu raz w tygodniu spotykali się na Wieży Astronomicznej
i rozmawiali długimi godzinami, mijając się na korytarzu posyłali sobie
delikatne, skryte uśmiechy, a w towarzystwie po prostu się nie odzywali.
Hermiona cieszyła się, że jej relacje z Draconem uległy zmianie, jednak ich
drogi rozeszły się, gdy ukończyli Hogwart. Ona zaczęła studia magomedyczne w
Londynie, a Draco wyjechał - nie wiedziała nawet gdzie, po prostu zniknął...
Jej dalsze rozmyślania przerwało uderzenie w coś. Idąc, zamyślona,
wpadła na jakiegoś chłopaka, szybko rzuciła - przepraszam! - i jeszcze szybszym
krokiem ruszyła w stronę św. Munga. Weszła już do magicznej części Paryża, więc
po paru minutach przeszła przez główne drzwi do szpitala. Skierowała się od
razu na IV piętro, na którym mieścił się Oddział Urazów Pozaklęciowych (OUP).
Recepcjonistka pokierowała ją do gabinetu ordynatora, z którym niestety nie
miała okazji się jeszcze spotkać - nie znała nawet jego tożsamości. Po chwili
drzwi wiedzione zaklęciem otworzyły się i usłyszała ciche "Proszę
wejść!".
Hermiona nerwowo wygładziła swoją ołówkową, ciemno-grafitową,
prawie, że czarną spódnicę z wysokim stanem i ozdobny, wyszywany cyrkoniami
kołnierzyk półtransparentnej, burgundowej koszuli. Przeszła przez drzwi i
oniemiała - za szerokim biurkiem stał nie kto inny, jak Dracon Malfoy! Jej
kolega, przyjaciel, który odszedł tak niespodziewanie.
- Witaj Hermiono - odezwał się tym swoim przyjemnym głosem, który
tak uwielbiała. - Czekałem na ciebie, myślałem, że zaczniesz pracę już tydzień
temu, szkoda, że wypadła ci ta sprawa rodzinna...
- Jak ty się tu znalazłeś?! Draco, nawet nie wiesz jak się
martwiłam po twoim nagłym zniknięciu... I teraz mamy razem pracować? Wiedziałeś
o tym? - Patrzyła na niego przenikliwym wzrokiem, którego on ją nauczył.
- Oczywiście, że wiedziałem. To ja cię zatrudniłem. Wtedy... Wtedy
musiałem wyjechać. Nie pytaj mnie o szczegóły, bo nie mogę nic powiedzieć.
Chcesz wiedzieć jak się tu znalazłem? - zapytał, a ona przytaknęła głową, więc
kontynuował: - Pół roku po skończeniu Hogwartu zacząłem studiować magomedycynę
w USA, ze względu na indywidualny tok nauczania, nauki skończyłem po dwóch, a
nie standardowych czterech latach. Zrobiłem staż w nowojorskiej filii św. Munga
i po kilku miesiącach pracy tam, zostałem przeniesiony do nowej paryskiej
filii, gdyż uważali, że to dobra okazja dla mnie i mojego "talentu" -
mówiąc to zakreślił cudzysłów w powietrzu.
- To... Zdumiewające. Dziękuję za zatrudnienie. Mógłbyś mnie
wprowadzić w życie oddziału? - zapytała, a mężczyzna kiwnął głową i zaczął
wymieniać jej obowiązki, a po chwili oprowadził ją po oddziale zapoznając z
personelem. Panowała tam przyjazna atmosfera, wszyscy zwracali się do siebie po
imieniu i miło przywitali Hermionę, a pielęgniarka oddziałowa - Yvonne - podała
jej nowy grafik. Dziewczyna ucieszyła się - od razu miała zacząć dyżury,
pomijając okres próbny. Dracon już po chwili ich opuścił, kończył nocną zmianę.
Miona szybko narzuciła na siebie żółto-zielone szaty z
naszytymi na piersi emblematami przedstawiającymi skrzyżowaną kość z różdżką.
Ubranie przypominało mugolski fartuch i było niezwyle wygodne.
Pierwszy dzień pracy
nie rozpieszczał Hermiony. W południe przywieziono do nich trzech mocno
poranionych chłopców, którzy rzucali na siebie niegroźne zaklęcie złamaną różdżką,
co spowodowało ich niewłaściwe użycie. Razem z dyżurującymi wtedy Jacques'em i
Lorettą zajęli się młodymi pacjentami. Po ich ustabilizowaniu, dziewczyna
wykonała obchód i sprawdziła stan wszystkich pacjentów. Wieczorem musiała zająć
się jeszcze ciężkim przypadkiem użycia Sectumsempry i bezpośredniego porażenia
przez Baubillous. Zmęczona wróciła do domu aportując się w jego okolice.
***
Przez kilka następnych
dni myśli Hermiony krążyły wokół nowej pracy i przystojnego blondyna. Zaczęła
zdawać sobie sprawę, że już kiedyś musiała coś do niego czuć. Myślała nad tym,
czy byłoby możliwe, aby byli razem - on, ordynator, czarodziej czystej krwi i
ona, mugolaczka, zwykła magomedyk. Draco spędzał z nią minimalną ilość czasu.
Widywali się przeważnie tylko podczas porannego obchodu, a ich dyżury nigdy się
nie pokrywały. Dziewczyna dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo, przez te
kilka lat, brakowało jej rozmów z Malfoy'em.
Nadal rozmyślając o swoich relacjach z Draconem na przestrzeni lat,
weszła do pokoju lekarskiego i zastała tam dwie podekscytowane magomedyczki,
Lorettę i Gabrielle. Dowiedziała się od nich, że szpital jest
współorganizatorem tegorocznego Paryskiego Balu Bożonarodzeniowego
Czarodziejów. Było to bardzo znane wydarzenie - czarodzieje na całym świecie o
nim wiedzieli i większość pragnęła otrzymać na nie zaproszenie - niestety
bezskutecznie. Hermiona swego czasu też marzyła o otrzymaniu szkarłatnej
koperty z dystyngowanym zaproszeniem. W tym roku jej marzenie miało się
spełnić! Każdy pracownik szpitala, który będzie zaangażowany w pomoc przy
organizacji, będzie miał możliwość pojawienia się na balu.
Paryski Bal Bożonarodzeniowy słynął też z niesamowitych tradycji i
swojej magicznej, romantycznej atmosfery. Każdy singiel musiał przybyć tam w
masce - był to znak charakterystyczny, a dzięki rzuconym odpowiednim zaklęciom,
tuż przed atrakcją wieczoru - wspaniałym tangiem - "wolni" idealnie
dobierali się w pary. Hermiona osobiście znała kilka osób, które, po tym
wydarzeniu znalazły swoją drugą połówkę. Była to niesamowita okazja dla
Hermiony! Tym bardziej, że kochała tańczyć, a tango nuevo było jej ulubionym
tańcem. Przysięgła sobie, że dopilnuje, aby właśnie tą formę tanga
argentyńskiego tańczono w tym roku.
Hermiona przysiadła koło dziewczyn i wdała się z nimi w dyskusję na
temat ewentualnego stroju. Loretta nie musiała się martwić maską - miała
chłopaka, a "zajętych" charakteryzował właśnie brak maski. Kobiety
mogły sobie pozwolić na chwilę plotek, gdyż Jacques robił obchód. Była Gryfonka
chętnie rozmawiała o najnowszych i najmodniejszych krojach sukni. Od czasu
Hogwartu bardzo się zmieniła. Zaczęła bardziej dbać o siebie, ubierała się pod
swoją sylwetkę, która przyjemnie się zaokrągliła w odpowiednich miejscach
podczas różnych treningów. Włosy dziewczyny były teraz gładkimi, lśniącymi
kaskadami, a nie dawną szopą - a wszystko to dzięki kilku pożytecznym
zaklęciom. Hermiona, dzięki Ginny nabrała też pewności siebie i nie bała się
czasem zaszaleć ze swoim wyglądem i stylizacją. W jej głowie już kreowała się
wizja kreacji na dwudziestego czwartego grudnia...
Listopad i pierwsza połowa grudnia były dla Miony bardzo pracowite.
Jedna z magomedyczek - Adrienne - zaszła w ciążę i z powodu jej zagrożenia nie
mogła pracować, a Hermiona postanowiła dodatkowo przejąć jej obowiązki.
Oznaczało to dla niej dłuższe dyżury i pracę papierkową zabieraną do domu.
Myśli o Balu zeszły na drugi tor. Teraz, jednak pomagała dekorować salę i
dobierać muzykę. Była zachwycona! Całość wyglądała magicznie i już dwudziestego
grudnia wszystko było gotowe. Gryfonka postanowiła zająć się swoją suknią,
maską i wyglądem.
Wszystko niby było idealne, miała iść na Paryski Bal
Bożonarodzeniowy, jednak jej nikły kontakt z tak blisko przebywającym Draconem
ciążył jej na sercu. W Wigilię postanowiła się tym nie przejmować - skupiła się
na zrobieniu sobie makijażu i odpowiedniej fryzurze. Tuż przed godziną
osiemnastą, ubrała na siebie piękną, bordową suknię, której gorset ładnie
opinał jej zgrabną talię, biust i biodra, a od nich układał się delikatnymi,
lejącymi falami tiulu. Dekolt w kształcie serca i brak ramiączek dodatkowo
wyeksponowały dekolt kobiety przystrojony delikatnym srebrnym łańcuszkiem z
czerwonymi kryształkami. Na nadgarstku spoczęła pasująca bransoletka, a w uszy
Hermiona wpięła delikatne rubinowe kolczyki. Włosy zostały podpięte na jedną
stronę i wystylizowane na kaskady pokręconych pasm, które dziewczyna
przefarbowała na głębszy odcień brązu.
Makijaż, który wykonała, dopasowywał się do wspaniałej maski, którą
kobieta zamówiła u stylisty. Był to jej projekt zsynchronizowany z suknią,
wysokimi szpilkami i biżuterią. Maska była w tym samym odcieniu bordowego, co
suknia i delikatnie pobłyskiwała ze zdobień wykonanych z maleńkich rubinowych
kryształków na koronce. Całość wyglądała tak bardzo efektownie, że Ginny, która
uparła się aby aportować się do niej i zobaczyć jej stylizację zaniemówiła z
wrażenia. Hermiona na początku nie wiedziała o co jej chodzi, a podeszła do
wielkiego lustra i sama oniemiała. Nie widziała tam siebie, ale jakąś...
boginię. Boginię w pięknej sukni z mroczną maską, która nadawała jej aurę
tajemniczości. Efekt był zachwycający!
Ginny była dumna ze swojej przyjaciółki, z szarej myszki zmieniła
się w baśniowego łabędzia! Hermiona zauważyła, że bal właśnie się rozpoczyna i
żegnając się z Gin, aportowała się pod magiczny kompleks hotelowy "Chant
Amour" w którego sali bankietowej odbywał się Paryski Bal
Bożonarodzeniowy. Podała dwóm czarodziejom przy drzwiach swoją wejściówkę i
ruszyła w stronę wysokich, marmurowych schodów, prowadzących w dół. Schodząc po
nich czuła na sobie wzrok całej sali. Setki par oczu wpatrywały się w nią,
zastanawiając się, kim jest ta piękność... Odrobinę zawstydzona Gryfonka
pokierowała się w stronę wolnych stolików, zamówiła u kelnera wino i postanowiła
poczekać kilkanaście minut na rzucenie zaklęć pokrewieństw duszy, dobrania się
w pary i zatańczenia przez gości w maskach tanga nuevo. Miała nadzieję, że jej
partner będzie znał się na rzeczy, gdyż nie chciała zepsuć swojego ulubionego,
tak wyczekiwanego tańca brakiem koordynacji partnera.
Siedząc przypatrywała się gościom, widziała ministra Magii
Shackelbot, który znalazł wreszcie partnerkę życiową, Lucjusza i Narcyzę
Malfoy, pracowników Ministerstwa Magii, św. Munga, jednak nigdzie nie widziała
Dracona. Oznaczało to, ze albo się nie pojawił, co było mało prawdopodobne,
albo nadal nie miał wybranki serca. Uśmiech Hermiony powiększył się jeszcze
bardziej, gdy dyrektor "Chant Amour" zaprosił wszystkich singli na
środek parkietu, następnie rzucił razem z kilkoma osobami parę skomplikowanych
zaklęć, po których Miona miała uczucie, że czegoś jej brakuje. Obróciła się i
zrobiła kilka kroków w stronę północnego końca sali, aż stanęła przed wysokim,
blondwłosym mężczyzną, w wytwornych garniturze i czarnej, wysublimowanej masce.
Poczuła się spełniona i przyjęła szarmancką propozycję tańca od nieznajomego.
Rzuciła krótkie spojrzenie na bok, wszyscy dobrali się w pary i
ustawili się w dobrych odległościach. Czuła w kościach, że jej partner potrafi
tańczyć i, że to tango będzie najlepszym w jej życiu. Nie pomyliła się. Już
przy pierwszych taktach muzyki, mężczyzna pokazał, że zna się na tym, wykonując
quebrada, przechodząc z paso płynnie do volcady - ustawienia
charakterystycznego dla tanga nuevo. Wykonała, więc szybką pasadę korzystając z
przyjaznego układu ciał i wykonując następnie kilka kroków sistema cruzada z
małym akcentem amagues i planeo. Popatrzyła mężczyźnie w oczy i te
szarobłękitne tęczówki wydały jej się znajome. Zatraciła się w jego spojrzeniu
cały czas tańcząc. Przechodzili lekko do coraz bardziej skomplikowanych figur:
voleo, cruce forzado, ocho milonguero, barridy, piernazo, sentady, soltady i
nie tylko. Ten taniec był magiczny, widowiskowy, czuła na sobie spojrzenia
innych, jednak, sama wciąż patrzyła w oczy swojemu partnerowi.
Gdy muzyka ucichła i puszczono melodię walca, on zapytał
jedwabistym głosem, czy zechce z nim jeszcze zatańczyć, ona zgodziła się
kiwnięciem głowy. Przetańczyli razem kilka wolnych melodii, rumbę i jeszcze
jedno tango, tym razem klasyczne, argentyńskie. Następnie skierowali się do
stolika, a on jak prawdziwy dżentelmen przyniósł jej poncz. Zaczęli rozmawiać o
swoich zainteresowaniach, ulubionych książkach, filmach, zaklęciach, pomijając
temat pracy. Byli do siebie bardzo podobni. Później znowu powrócili na parkiet,
będąc jego bezsprzecznymi królami.
Około drugiej w nocy opuścili lokal - oboje chcieli się
przewietrzyć. Przeszli do parku, który przylegał do sali, przez chwilę
wędrowali razem - on podał jej swoje ramię - mijając innych gości, jednak po
chwili doszli do małej altanki. Weszli do niej, a mężczyzna wyjął różdżkę i
wyszeptał zaklęcie, a ona usłyszała piosenkę Mandy Moore "I wanna be with
you". Kolejny raz tej nocy zaczęli tańczyć, mocno do siebie przytuleni.
Coś w tym mężczyźnie przyciągało ją do niego. Czuła się tak, jakby znała go
tysiąc lat, a tak naprawdę prawie nic o nim nie wiedziała. Przy kolejnym kroku
Hermiona potknęła się o wystającą deskę w podłodze i wpadła wprost w jego
objęcia. Ich usta były tuż przy sobie, a spojrzenia wpatrzone w siebie.
Nachylił się o te kilka centymetrów i ich wargi złączyły się w namiętnym, lecz
spokojnym pocałunku. Smakowali się powoli, delektując się każdą chwilą. Gdy
oderwali się od siebie, byli delikatnie zarumienieni. Mężczyzna drugi raz
pochylił się i musnął usta Hermiony swoimi.
- Ja wiem... Że może głupio to zabrzmi... Ale czuję coś do
ciebie... Nie wiem jak to nazwać... Ale wiem, że nie chcę... Żebyśmy się
rozstawali... Wiem, że ty... Też na pewno to czujesz... Widzę to po tobie...
Proszę... Umów się ze mną... I bądź ze mną... - szeptał tuż przy jej wargach
między kolejnymi pocałunkami. Kobieta była zdumiona, on powiedział dokładnie to
co ona czuła w stosunku do niego. Wtedy mężczyzna zrobił coś niespodziewanego,
jednym szybkim ruchem zerwał z twarzy maskę i Hermiona zobaczyła Dracona
Malfoy'a we własnej osobie. - Moje zamiary wobec ciebie są poważne, piękna
istoto. Chcę, abyś wiedziała kim jestem i mogła mnie znaleźć... Zawsze i wszędzie...
- Draconie, myślę... Myślę, że to nie ma sensu... Ja nie mogę się z
tobą związać, a ty gdybyś wiedział, kim ja jestem też byś tego nie chciał -
powiedziała, szybkim ruchem wyjęła różdżkę i krzyknęła: - Incarcerous! - Draco
spojrzał zdumiony na dziewczynę, która wspięła się na palce i pocałowała go. -
To dla twojego dobra - dodała i odeszła. Gdy znikała z jego pola widzenia
uniosła po raz kolejny różdżkę, a jej donośny głos poniósł się po parku -
Finite Incantatem! Żegnaj! - I aportowała się, zanim mężczyzna zdołał wykonać
krok w jej stronę.
Zawiedziony, bezradny i zraniony Malfoy usiadł na schodkach
altanki. Właśnie stracił kolejną miłość. Najpierw wyjechał, aby nie zranić
Hermiony, teraz ta kobieta... Czuł się przy niej tak, jak przy Granger, która
idealnie go dopełniała. Piękna nieznajoma była do niej nieco podobna, więc
Draco myślał, że może w ten sposób zapomni o Gryfonce. Jego smętny wzrok
przyciągnął delikatny rubinowy błysk w trawie. Podszedł i wyjął stamtąd srebrną
bransoletkę - bransoletkę, którą miała na sobie jego dzisiejsza partnerka!
Nadzieja wstąpiła w serce Ślizgona.
Znajdzie ją, musi ją znaleźć - nie przepuści kolejnej okazji na szczęście...
Serce Hermiony wyrywało się z piersi, odkąd jej partner zerwał
maskę. To był Draco! Tańczyła z nim, jakby od zawsze razem to robili, rozmawiała
jak z najlepszym przyjacielem, całowała się z nim i to zdecydowanie więcej niż
jeden raz. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ten który ją niegdyś zostawił,
zaprzepaścił prawie rok ich przyjaźni, wyjechał, a po ponownym spotkaniu, mimo
bliskiego towarzystwa nie zwracał na nią uwagi, teraz był dla niej jeszcze
bardziej pociągający i kuszący. Kochała go, kochała go całym sercem,
nieprzerwalnie od ponad 5 lat, a dzisiejszy wieczór obudził ukryte uczucia. Nie
wiedziała co zrobić...
Kobieta po nieprzespanej nocy odwiedziła swoich rodziców, których
odnalazła dwa lata po bitwie o Hogwart i przywróciła im pamięć. Na resztę okresu świąt również została u
państwa Grangerów. Nie wiedziała jeszcze, że powrót do Paryża okaże się tak
zaskakujący!
Dwudziestego siódmego grudnia panna Granger aportowała się na ulicę
Merlina w Paryżu i oniemiała. Wzdłuż całej ulicy porozklejane były zdjęcia jej
postaci z Paryskiego Balu Bożonarodzeniowego i krótkie ogłoszenie, z którego
dowiedziała się, że Dracon Malfoy pilnie poszukuje tej kobiety, gdyż ma coś, co
należy do niej... Zamyśliła się... No
tak, to na pewno moja bransoletka! - pomyślała. Wieczorem pojawiła się w
pracy, a jej koleżanki nie mówiły o niczym innym, jak o tym, że ich
przystojnego ordynatora uwiodła jakaś pseudo-piękność. Jedna z nich nawet
starała się wymyślić jak się pod nią podszyć... Zrobiło jej się nieco przykro,
ale w tym momencie do ich dyżurki wszedł, nie kto inny, jak Dracon Malfoy.
- Elodie, możesz już o tym zapomnieć. Wiem, ze to nie byłaś ty, a
twoje słowa tylko mnie w tym upewniły. - Panna Granger przesunęła się tak, aby
ordynator nie mógł dostrzec jej twarzy, gdyby pojawiły się na niej jakieś
nieodpowiednie uczucia. - Hermiono, bardzo proszę musisz ze mną dzisiaj
pracować. Musimy wynaleźć przeciwurok na jakąś paskudną klątwę, którą dostał
nasz nowy pacjent. Ty, Gabrielle razem z Edouert'em musicie utrzymać go
skutecznie przy życiu, dopóki czegoś nie wymyślimy. Elodie zrób obchód za
Hermionę. Szybko! - Nie mając innego wyboru, Granger ruszyła za Draconem do
jego gabinetu.
Gdy ostatnio była w gabinecie Dracona wyglądał on zupełnie inaczej,
tak surowo. Teraz ściany miały kolor szmaragdowej zieleni, koło wielkiego okna
stało czarne, długie, nowoczesne biurko, a przed nim dwa fotele. Po drugiej
stronie gabinetu znajdował się komplet wypoczynkowy - zielono-czarna kanapa i
fotele - oraz mała, szklana ława. Na czarnych półkach porozwieszanych tu i
ówdzie piętrzyły się cenne księgi i dekoracje nadające wnętrzu miłą
atmosferę. Malfoy w tym czasie podszedł
do jednej z półek, wziął z niej kilka książek i następnie położył je na ławie,
zdjął marynarkę i usadowił się wygodnie w fotelu. Gestem wskazał dziewczynie
aby do niego dołączyła, więc Hermiona rozsiadła się na kanapie.
- Chłopak, którego do nas przywieźli dostał jakąś paskudną, nową
klątwą. Zbadałem jej właściwości i skutki, wszystko wskazuje na to, że jest to
jakieś połączenie klątwy tnącej, puchnącej i parzącej, a być może jeszcze
żądlącej i szatkującej. Skutki są opłakane. Tutaj - kontynuował wskazując na
mały zwój pergaminu - jest spisane wszystko co wiemy. Musimy coś wymyślić, bo
inaczej nas pacjent pożegna się z tym światem...
Granger chwyciła zwój i zaczęła go studiować, to paskudne zaklęcie,
prawie zabiło ich pacjenta. Kolejnym ich krokiem było wymienienie proponowanych
rozwiązań i sugestii, a następnym rozpoczęcie studiowania książek. Wreszcie po
wielu godzinach pracy, kilku kawach i jednej małej sprzeczce, Hermiona wpadła
na genialny pomysł, który Draco szybko przestudiował i uznał za najsłuszniejsze
postępowanie. Rzuciła mu półuśmiech i zmęczona powlekła się za nim do sali
pacjenta.
Gabrielle i Edourt wciąż krzątali się przy łóżku młodego mężczyzny,
podtrzymując jego funkcje życiowe i tamując krwotoki. Na widok Dracona
delikatnie się odsunęli, ten jednak poprosił, aby to Granger rzuciła zaklęcie.
Zdziwiła się, ale podeszła do szpitalnego łóżka, wyciągnęła różdżkę i wykonując
wiele zawiłych ruchów nadgarstka, szeptała leczące inkantacje. Po kilku
minutach pacjent ustabilizował się, rany zasklepiły się, a obrzęk ciała się
zmniejszał. Udało się! - pomyślała Hermiona. Jej pierwsze tak poważne wyzwanie
zakończyło się sukcesem. Reszta magomedyków pogratulowała ordynatorowi i Mionce
sukcesu.
Wkrótce w sali pozostała tylko Hermiona i Draco. Wtedy stało się
coś dziwnego i niespodziewanego. Dracon wychodząc z sali zatrzymał się przy
niej, pochylił i szepnął do ucha: "Wiedziałem, że dasz sobie z tym radę.
To twoja zasługa." i zniknął z pola jej widzenia. Dziewczyna była
wstrząśnięta tak bliskim kontaktem z tym oszałamiającym mężczyzną. W jej sercu
wciąż pozostawało wspomnienie tych wspaniałych pocałunków z balu...
Najmłodszy Malfoy miał problem. Nadal szukał swojej partnerki z
Bożonarodzeniowego Balu. A dzisiaj... Dzisiaj gdy pochylił się nad Hermioną,
miał wrażenie, że to była ona. Ten sam kształt obojczyka, ten sam zapach... Ale to chyba tylko przypadek? - myślał i
sam nie wiedział co o tym sądzić. Nagle, zorientował się co może zrobić. Przyda
się jego spadek po dziadku i kilka znajomości. Dracon Malfoy miał plan - Dracon
Malfoy zorganizuje Noworoczny Bal. Był pewien, że jeśli tylko ona się tam zjawi
- rozpozna ją. To była jego szansa, jego szansa na szczęście. Mężczyzna miał
niewiele czasu, ale dla Malfoyów nie było rzeczy niemożliwych. Zaangażował
kilkadziesiąt osób w przygotowania, nawet jego matka i ojciec pomagali, gdy ich
w to wtajemniczył!
Hermiona patrzyła zszokowana na wielki plakat zapraszający
wszystkich pracowników szpitala na Noworoczny Bal. Był już trzydziesty grudnia
i nie miała szans, aby tam się wybrać, nie skompletuje stroju sylwestrowego w
jeden dzień. Ginny namawiała ją do pójścia na to wydarzenie, jednak Miona była
sceptycznie nastawiona. Jej zdanie drastycznie się zmieniło, gdy wracając do
domu wieczorem, zobaczyła na wystawie piękną balową suknię. Nie mogła oderwać
od niej wzroku, dlatego postanowiła wejść do środka i ją przymierzyć. Pasowała
idealnie! Obcisła u góry, z zielonoczarnymi zdobieniami, z jednym grubszym
ramiączkiem, zwieńczona delikatnym, lecz szerokim czarnym paskiem w talii i
rozszerzana ku dołowi, wykonana z setek warstw, różnej długości kawałków
czarnego, zwiewnego tiulu, dawała lekki i piorunujący efekt. Mimo dość
wygórowanej ceny sukni, Granger wróciła do domu z nowym zakupem. Hermiona
przejrzała kolekcje swoich butów i biżuterii. Tym razem postanowiła wybrać
delikatny srebrny zestaw złożony z długich, przyciągających wzrok kolczyków i
bransoletki z delikatnymi szmaragdowozielonymi oczkami i klasyczne, czarne
czółenka.
Następnego dnia w pracy, jej koleżanki nie rozmawiały o niczym innym,
jak o balu. Hermiona szczerze mówiąc, cieszyła się, że wyjdzie gdzieś na
sylwestra. Jedyne co ją denerwowało to to, że miał to być znowu bal maskowy.
Było już za późno na to, aby mogła zamówić nową maskę u projektanta, dlatego,
postanowiła przerobić nieco swoją maskę balową z czasów Hogwartu. Była to
czarna, koronkowa maska, którą Miona dodatkowo ozdobiła delikatnymi
szmaragdowymi i hebanowymi kryształkami Swarovski'ego, wspaniale dopasowywała
się do osobowości i stroju Hermiony. Gryfonka po skończonym dyżurze kolejny raz
zaczęła szykować się na wyjście. Po szybkiej kąpieli, uczesała swoje włosy do
tyłu, upinając je w zgrabnego, wytwornego koka, wpięła w uszy kolczyki i
zabrała się za zrobienie pasującego makijażu. Nie chciała przesadzić, ale
dopasować się do delikatnej maski. Podkreśliła powieki czarną kreską i wykonała
mały smoky-eyes. Była zadowolona z efektu. Już chwilę później była gotowa, aby
aportować się pod restaurację, w której miał odbyć się bal.
Draco Malfoy już od popołudnia siedział na sali romantycznej
restauracji "La fin de la vie". Martwił się, że coś może się nie
udać. Już koło godziny dziewiętnastej zaczęli schodzić się pierwsi goście,
mimo, że bal miał zacząć się o dwudziestej. Ślizgon siedział i obserwował
schody wejściowe z coraz większym napięciem. Tuż przed godziną dwudziestą
pierwszą, po białym marmurze zaczęła schodzić bogini, we wspaniałej czarnej
sukni i masce. Wiedział, że to ona. Widział to po stylu jej poruszania się i po
tych błyszczących włosach. Szybko podszedł do niej.
- Znowu się spotykamy, moja droga - wymruczał wprost do jej ucha,
łapiąc ją od tyłu w talii. - Nie ładnie postąpiłaś przy naszym ostatnim
spotkaniu, jednak dzisiejszego wieczoru nic nam go nie zepsuje. Zechciałabyś mi
towarzyszyć i uprzyjemnić swoim towarzystwem mój czas, kochana?
Nie wiedząc co odpowiedzieć, kobieta z wahaniem lekko skinęła
głową. Draco zaoferował jej ramię, więc wsparła się na nim i podążyli ku małemu
stolikowi. Napili się ponczu, po czym mężczyzna wytłumaczył jej, że tradycją
jest, aby główny organizator zatańczył taniec ze swoją partnerką. Zawstydzona
nie chciała wyjść na parkiet, ale ostatecznie pojawiła się na nim. Rozbrzmiały
pierwszy nuty walca wiedeńskiego. Para zaczęła wirować, wykonując coraz
trudniejsze kroki tego tańca. Kolejny raz patrzyli sobie głęboko w oczy, jakby
w ten sposób mogli ujrzeć własne dusze. Tłum wpatrywał się w tańczącą parę i,
gdy tylko skończyli, rozległy się ogromne oklaski. Zawstydzona dziewczyna
chciała zejść z parkietu, jednak Draco przytrzymał ją, w tym samym momencie
rozległy się dźwięki i Hermiona rozpoznała w nich "Valentine's dance
tango".
- Proszę... To ostatnie tango... Zatańcz ze mną... - wyszeptał
ponownie wprost do jej ucha. Rzuciła na niego czułe spojrzenie i wykonała
pierwszy krok. To tango rozbudziło w niej wspomnienie ich pierwszego tańca na
Paryskim Balu Bożonarodzeniowym. Łzy napłynęły jej do oczu - wiedziała, że po
tym tańcu musi go opuścić, że musi żyć obok niego, kochając go.
Panna Granger nie wiedziała jednak, że Malfoy widząc w jej oczach
zrezygnowanie i chęć ucieczki oraz zrozumiał, że chce go opuścić. Nie wiedziała
też o tym, że on nie pozwoli jej odejść, że musi dowiedzieć się kim jest ta
dziewczyna, ta wspaniała kobieta, która przypominała mu jego miłość - Hermionę.
Dlatego nikt nie mógłby sobie wyobrazić jej szoku, w chwili, gdy trwała w
ramionach Draco, tuż po ostatniej figurze tanga, kiedy nagle mężczyzna zerwał z
jej twarzy maskę. Jego źrenice rozszerzyły się tak, że ledwo widziała zarys
stalowobłękitnych tęczówek.
Cała sala umilkła widząc Granger w ramionach Dracona. "To była ona? Jakim cudem?" -
myśleli goście. Każdy z nich wiedział o poszukiwaniach Malfoya, nikt jednak nie
pomyślał o tym, że tą pięknością mogłaby być Hermiona, przyjaciółka Harry'ego
Potter'a - Chłopca-który-przeżył, Chłopca-który-pokonał-Sam-wiesz-kogo - była,
naczelna kujonica Hogwartu, Wiem-to-wszystko, Granger. Dla wszystkich, oprócz
Ginny Potter z mężem, był to olbrzymi szok.
Kobieta nadal tkwiła w ramionach Dracona, wreszcie do jej
świadomości dotarło to co się stało. Wiedziała, że nie powinna tu przychodzić.
Złapała dół swojej sukni, delikatnie ją podwijąc i wybiegła z sali do ogrodu,
pozostawiając tam osłupiałego Malfoya i gości.
- Hermiona, zaczekaj! - krzyknął Draco, jednak dziewczyna już go
nie słyszała. Pobiegł, więc w kierunku w którym odeszła. - Hermiona! -
nawoływał przeszukując rozległy park. Po kilku bezowocnych minutach poszukiwań,
blondyn uderzył się w czoło. - Przecież jestem czarodziejem! - Wyciągnął
różdżkę, machnął nią, jakby od niechcenia i dodał: - Wskaż mi!
W ten sposób, już po paru sekundach zauważył cień kobiety skulonej
na ziemi, pod małą fontanną. Podszedł do niej bezgłośnie, zauważając, że
dziewczyna cicho szlocha. Kucnął przy niej, pogłaskał jej ramię i powiedział:
- Hermiono... Proszę cię nie płacz... Ja... Ja przepraszam, że tak
zareagowałem... Nie spodziewałem się, że to możesz być ty... Proszę cię,
kochanie, uspokój się... - mówiąc cały czas uspokajająco gładził ją po głowie.
Zdumiona spojrzała na niego zapłakanymi oczami. - Proszę... Nie płacz przeze
mnie... I... - zawahał się. - Wytłumacz mi to wszystko.
- Dobrze. Powiem to tylko raz i potem pozwolisz mi odejść,
zapominając o tym... Na Paryskim Balu Bożonarodzeniowym, nie wiedziałam, że to
ty... To był szok, gdy zerwałeś swoją maskę... A moje działania, cóż... To jest
skomplikowane... Draco... Nie mogłam pozwolić ci zobaczyć kim jestem, nie
mogłam pozwolić związać ci się z kimś od kogo uciekłeś. Uświadomiłam sobie, że
jeszcze w Hogwarcie stałeś się kimś ważnym dla mnie... Ale skoro mnie
odtrąciłeś, nie dawałeś znaku życia przez tyle lat, nie mogłam wejść do twojego
życia. Byłbyś rozczarowany... Zniesmaczony... Widząc cię później w pracy,
zrozumiałam, że to uczucie wciąż we mnie jest... Że nie wyleczyłam się z niego.
Na początku nie chciałam przyjść tutaj dzisiaj, wiem, że to był błąd.
Przepraszam cię za to... Wiem, że pewnie teraz jesteś ośmieszony przed
innymi... Wiem, że cię zawiodłam... - zamilkła, wsłuchując się w ryk tłumu
który właśnie zaczął odliczać ostatnie dziesięć sekund roku.
- Jesteś głupia, Hermiono, ale i tak cię kocham - powiedział Draco,
po czym namiętnie wpił się w usta zszokowanej dziewczyny. W tym samym momencie,
kilkaset metrów dalej, grupka ludzi wykrzyknęła "Nowy rok!", a nad ich głowami rozbłysły setki
różnokolorowych fajerwerków. Jednak żadne z pary go nie widziało, pogrążeni
byli w czułym pocałunku. Gdy wreszcie się od siebie oderwali Draco wytłumaczył
całą sytuację kobiecie. - Hermiono... - rozpoczął gładząc jej zaróżowiony
policzek. - Wtedy, tuż po ukończeniu Hogwartu uciekłem, bo cię pokochałem.
Myślałem, że z twojej strony to tylko przyjaźń, a dłużej nie mogłem być z tobą,
a jednak osobno. Byłem tchórzem, byłem głupim, bezmyślnym tchórzem. Nigdy
jednak nie przestałem cię kochać, słodka Gryfonko. Próbowałem, wielokrotnie
próbowałem być z innymi kobietami, na całe szczęście bezskutecznie! Gdy
pojawiłaś się u mnie na oddziale... Z pełną premedytacją odsuwałem cię, jak
najdalej od siebie. Twoja obecność była dla mnie rozdzierająca. Wyobraź sobie moje
zdziwienie, gdy ta kobieta z balu stała się dla mnie kimś tak samo wyjątkowym
jak ty. Czułem, że jest podobna, że jest kimś kto mógłby być chociażby marną,
jednakże pewną imitacją ciebie. Szalałem, myśląc, że utraciłem drugą szansę na
szczęście. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem szczęśliwy, że to ty... Tyle na
ciebie czekałem...
- Kocham cię Draco - powiedziała ze łzami w oczach.
***
Dwudziestego czwartego grudnia 2005 roku Hermiona od południa
szykowała się na kolejny Paryski Bal Bożonarodzeniowy. Wykonała mocno
podkreślający oczy szaro-czarny makijaż, włosy rozpuściła i zakręciła w piękne
fale, wpinając tylko gdzieniegdzie małe, połyskujące diamentowe spinki.
Założyła na siebie delikatną, srebrną kreacją. Suknia, dokładnie tak jak lubiła
Hermiona, opinała się na górnych partiach ciała i była bez ramiączek, natomiast
poniżej bioder rozszerzała się, zapewniając swobodę ruchów. Na lewym udzie
miała dodatkowo, wspaniałe, kwiatowe zdobienie, do którego Granger dobrała
pasującą kolię i kolczyki. Kobieta uwielbiała takie okazje!
Wyszła z pokoju i wpadła wprost w ramiona swojego chłopaka, który
na jej widok zaniemówił, po czym schylił się pocałował ją czule i wyszeptał, że
wygląda olśniewająco. W tym roku czuła takie samo podekscytowanie, jak w roku
ubiegłym, gdy wchodziła do "Chant Amour". Jedyne co się zmieniło to,
to, że tym razem nie musiała mieć ze sobą maski, za to mogła wesprzeć się na
ramieniu swojego mężczyzny.
Popatrzyła na Dracona i jej serce zalała fala miłości, byli ze sobą
od pamiętnego Noworocznego Balu. Kochała go codziennie coraz mocniej, poznając
na nowo. Na początku byli ostrożni w swoim związku, co prawda i tak wszyscy się
o nim wiedzieli, jednak para postanowiła zachować wstrzemięźliwość. Zaczęli od
początku. On zaprosił ją na randkę do restauracji, później na wernisaż,
następnie do teatru, opery i kina. Jedyne na co sobie pozwalali to pocałunki. W
walentynki po raz pierwszy spędzili ze sobą noc, tak namiętną i cudowną, jak z
nikim innym. Dwa miesiące później zamieszkali ze sobą.
Ich rodzice zaakceptowali ich związek, co więcej! Hermiona stała
się wręcz ulubienicą pani Malfoy. Często spędzały ze sobą popołudnia,
rozmawiając oraz dzieląc się pasjami. Hermiona nauczyła Narcyzę gotować, ona
zaś pokazała Granger wiele tradycji i rozrywek czarodziejów. Podzieliła się z
nią sekretami czystokrwistych rodzin. Jednym słowem, Narcyza pokochała Hermioną
jak córkę, której nigdy nie miała. Na początku jej rodzice nie mogli się
pogodzić z tym, że Malfoy'owie byli Śmierciożercami, jednak krótka wizyta w myślodsiewni
Dracona zmieniła ich przekonania. Wszystko cudownie się układało.
Tuż, po tradycyjnym tangu nuevo singli, który Granger oglądała z
sentymentem, zastanawiając się ile nowych par powstanie, dzięki temu tańcu,
Draco zniknął, po czym nagle Hermiona usłyszała jego głos dobiegający ze sceny.
Zaprosił ją do tańca. Z głośników popłynęła muzyka, w której rozpoznałam utwór
"It will rain" w wykonaniu Bruno Mars'a. Kochała z nim tańczyć,
jednak tym razem miałam wrażenie, że to coś więcej.
"...Cause there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds
My eyes will do the same if you walk away
Everyday, it will rain, rain, rain..."
Czuła jakby te słowa miały być obietnicą, prośbą i pragnieniem.
Utwierdziło ją w tym to, że jej chłopak wyszeptał ostatnią strofę wprost do jej
ucha. Gdy muzyka ucichła, Draco klęknął przed nią i wyciągnął pudełeczko z
kieszeni marynarki. Gdy je otworzył Hermiona ujrzała piękny pierścionek z
białego srebra, ozdobiony delikatnymi szmaragdami. Łzy pojawiły się w jej
oczach, gdy głos mężczyzny rozległ się na całej sali.
- Hermiono Jean Granger, jesteś moim życiem, moim sercem i moją
duszą. Nie wyobrażam sobie przyszłości bez ciebie. Czy uczynisz mi ten zaszczyt
i zostaniesz moją żoną?
Spojrzała na niego wzruszona, wykrzyknęła tak i została porwana w
ramiona przez Malfoya. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, a już po
chwili pierścionek zaręczynowy widniał na serdecznym palcu lewej dłoni panny
Granger. Wszyscy goście bardzo im gratulowali, a państwo Malfoy, obecni również
na balu, nie kryli dumy z syna i jego wybranki. Resztę nocy Hermiona spędziła
tańcząc w ramionach Draco, ciesząc się każdą chwilą spędzoną razem.
***
Paryż, 31 grudnia 2006 roku.
- Ginny, proszę powiedz, mi,
że kwiaty już dotarły... - mówiła coraz bardziej zdenerwowana Hermiona,
jeszcze, Granger. - O boże! Ja się martwię o kwiaty, a jeśli on nie przyjdzie?
Jeśli się nie pojawi... Albo jeśli ja się potknę, pomylę, połamię... -
rozpaczała dalej. Na szczęście dzięki przyjaciółce zebrała się w sobie i zajęła
przygotowaniami...
Dziś był wyjątkowy dzień. W ogrodach "Chant Amour" został
umieszczony wielki namiot, a w nim setki krzeseł oraz ołtarz. W tej chwili na
krzesłach zasiadali goście, przy ołtarzu stał urzędnik Ministerstwa Magii, a
obok niego Dracon Malfoy, jego najlepszy przyjaciel - Blaise Zabini i Harry
Potter. Na dróżce prowadzącej do białej altanki pojawiły się dwie piękne
dziewczyny, narzeczona Diabła - Pansy Parkinson i żona Pottera, Ginny. Ich
nadejście zwiastowało pojawienie się tej najpiękniejszej i najważniejszej dla
Dracona. Rozległy się pierwsze nuty Marsza Weselnego, gdy ją zobaczył.
Wyglądała idealnie. Miała na sobie białą suknię na jednym ramiączku z kokardką
- której gorset wykończony był srebrno-kryształową ozdobą - i lejącą się
warstwami białego tiulu ku ziemi. Nie była bardzo strojna, ale Hermiona
wyglądała w niej jak prawdziwa księżniczka. Gdy podeszła bliżej zauważył w jej
upiętych włosach delikatny diadem, pasujące do całości kolczyki i podkreślający
oczy, jasny makijaż.
Gdy złapał ją za rękę uśmiechnęła się uroczo, natomiast gdy złożyli
wzajemną przysięgę, z jej oczu wyleciały łzy szczęścia. Przytuliła mocno
Dracona, a potem ku zadowoleniu gości pocałowali się. Po niekończących się
gratulacjach, życzeniach i prezentach, wszyscy przenieśli się do sali balowej
"Chant Amour", sali w której wszystko się zaczęło. Hermiona i Draco
po raz kolejny witali Nowy Rok pocałunkiem - jedyną zmianą było to, że nie była
już Granger, była panią Malfoy.
***
Paryż, sierpień 2018 roku.
- Mamo, co to jest?! - zawołała podekscytowana ośmioletnia Rose,
machając Hermionie dwoma maskami tuż przed oczami. Obok niej stał równie
ciekawy dziesięciolatek, Scorpius. Oboje byli słodkimi blondynami, jednak Rose
miała czekoladowe oczy, tak jak ona, a Scorpius stalowobłękitne tęczówki ojca.
Nie mając wyboru Hermiona opowiedziała dzieciom historie masek, czyli historie
miłości jej i Dracona, który dołączył do niej, w chwili, gdy opowiadała o
Noworocznym Balu w 2004 roku. Na powitanie pocałował żonę w policzek i usiadł
obok niej, przytulając ją.
Rose i Scorpius byli zadowoleni, gdyż wreszcie odkryli prawdę o
rodzicach. - To było takie urocze! - wykrzyknęła wzruszona Rose. Jej rodzice przeżyli
zdarzenia, niczym z mugolskich komedii romantycznych. - Muszę o tym opowiedzieć
Lily i Emily!
- Tato dobrze, że tak walczyłeś o mamę - dodał Scorpius i przybił z
ojcem piątkę. - Chodźmy polatać na miotłach, Rose!
Hermiona uśmiechnęła się, patrząc na wybiegające do ogrodu dzieci i
całując męża. Lily Potter i Emily Zabini były w wieku Rose. Scorpius natomiast
miał iść do szkoły razem z córką Luny i Nevilla Longbottomów, Alice, oraz synem
Potterów, Albusem. Przyjaciele idealnie "zgrali się" w czasie i ich
dzieci pójdą razem do Hogwartu. Tak, pomimo, ze nadal mieszkali we Francji i
pracowali w paryskim św. Mungu, już niedługo mieli powrócić do Londynu, gdyż
Scorpius miał iść do szkoły, a nie chcieli, aby ich dzieci chodziły do
Beauxbatons. Dracon załatwił dla nich bezproblemowe przeniesienie do
londyńskiej siedziby św. Munga. W końcu byli jednymi z najlepszych magomedyków
na świecie.
Życie byłej panny Granger ułożyło się wspaniałe, miała kochającego
męża, dwójkę uroczych dzieciaków, cudownych przyjaciół i wspierającą rodzinę.
Cieszyła się, że jej historia z Draconem potoczyła się tak, a nie inaczej,
dzięki temu bardziej doceniali każdą wspólną chwilę i cieszyli się tym co
mają...
zakochałam się w tej miniaturce <3
OdpowiedzUsuńJest ona słoodka i kochana ;)
Gdyby maksymalny "głos" byłby 100000... to bym tyle napisała, ale niestety max to 10 ;)
Masz talent ;)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuńdziękuję bardzo mi pomagasz tym komentarzem w ocenie. ;-)
UsuńŚliczna miniaturka! Cudowna! Nie dopatrzyłam się tam żadnych niedociągnięć. Daje 10/10 szkoda, że nie można więcej.
OdpowiedzUsuńŚwietne!!! Zakochałam sie w tej miniaturce ;33 10
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :3